Dramat na Woli. Ciało kobiety i zabarykadowany mężczyzna
We wtorek (12 maja) po południu przy ulicy Jana Olbrachta na Woli rozegrał się dramat, który do dziś nie daje spokoju mieszkańcom bloku. W jednym z mieszkań na trzecim piętrze służby znalazły ciało kobiety. W lokalu był też mężczyzna, który zabarykadował się w łazience i miał przy sobie nóż. Policjanci obezwładnili go po interwencji z użyciem gazu i tarcz.
Mieszkańcy wciąż są w szoku. Nikt nie spodziewał się, że za drzwiami jednego z mieszkań mogło dojść do takiej tragedii.
− Ewa miała 67 lat, a ten Bogdan był chyba w wieku mojego męża. On też niedawno przeszedł na emeryturę. Miał wtedy 65 lat, może ze trzy lata temu. Przeszedł, ale jeszcze dorabiał na Zamku Królewskim jako ochroniarz − opowiada reporterowi „Super Expressu” sąsiadka.
Kobieta widziała małżeństwo jeszcze dzień przed tragedią. − Ja jeszcze ich w poniedziałek widziałam, bo wynosiłam śmieci. Siedzieli w samochodzie, syn ich gdzieś zawoził. Oni zawsze byli spokojni, kulturalni. Nigdy nie było żadnej policji, nic − relacjonuje.
Przebieg interwencji
We wtorek po południu spokój na klatce schodowej przerwały jednak syreny. − Było słychać karetkę. Najpierw pomyślałam, bo tu na pierwszym piętrze mieszka taka starsza pani, że może karetka do niej. Ale skoro policja... więc, wie pan, wyszłam, uchyliłam drzwi, żeby zobaczyć, gdzie to. I tylko było słychać: „Proszę otworzyć drzwi, policja! Proszę otworzyć drzwi, policja!” − opowiada kobieta.
Zaniepokojeni mieszkańcy zaczęli wychodzić na klatkę schodową. − Weszłam na półpiętro. U sąsiadki spokój. Patrzę na górę, ale tak tylko wychylona przez barierki. Jeszcze sąsiadka wracała i spotkałyśmy się na klatce. Pyta: „Sąsiadko, co się dzieje?”. Mówię, że nie wiem. I wtedy weszli ci z tarczą − relacjonuje.
− To trwało krótko, bo chyba po 10 minutach zrobił się rumor na klatce. No i normalnie go sprowadzili. Miał całą twarz w krwi. Miał jeszcze na ramieniu zawiązany bandaż. Może chciał sobie żyły podciąć, nie wiadomo, co on tam robił w tej łazience − mówi dalej.
Nieoficjalne ustalenia. Mężczyzna był pod wpływem alkoholu?
Według nieoficjalnych informacji mężczyzna mógł być pod wpływem alkoholu. Po zakończeniu czynności medycznych ma zostać zatrzymany do dalszych czynności procesowych. Śledczy ustalają dokładne okoliczności śmierci kobiety.
Wieczorem po interwencji policji mieszkańcy wciąż żyli tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. − Wie pan, tu zawsze był taki spokój. Jeszcze koło 22 wyszłyśmy z sąsiadką na klatkę, rozmawiałyśmy. Drzwi były otwarte i sąsiadka mówi: „Sąsiadko, chyba już zamkniemy te drzwi”. Ja na to: „Zamykajmy na noc, po co ma tu ktoś wchodzić” − opowiada kobieta.
Wtedy pojawili się kolejni policjanci. − W tym momencie szedł policjant i mówi: „Proszę pani, czy drzwi mogą być jeszcze otwarte?”. Odpowiedziałam, że jeżeli to w akcji potrzebne, to proszę bardzo, bo mówili, że będą się tu kręcić. W tym czasie podjechał radiowóz. Dwoje młodych policjantów wysiedli i poszli na górę − mówi.
Dopiero następnego ranka mieszkańcy poznali tragiczne szczegóły. − Poszłam spać, a dzisiaj rano sąsiadka dzwoni do drzwi i krzyczy: „Sąsiadko, zabójstwo!”. „Jakie zabójstwo?”. No i opowiada. Mówię panu, że nie dowierzałam. Jeszcze się trzęsę − kończy kobieta.