Schronisko Happy Dog zamknięte. To, co znaleziono w środku, przeraża. Co dalej?

2026-03-02 11:26

Koszmar w Sobolewie dobiegł końca, ale szczegóły sprawy wciąż budzą grozę. Po latach apeli schronisko „Happy Dog” zostało zlikwidowane decyzją służb weterynaryjnych. Zanim jednak doszło do oficjalnej ewakuacji, rozegrały się tam dantejskie sceny, gdy tłum szturmował ogrodzenie, by ratować czworonogi. Wewnątrz odkryto przedmioty sugerujące tortury, a sprawa ma już swój ciąg dalszy w sądzie i na szczeblu rządowym.

Decyzja o likwidacji placówki w Sobolewie

Wreszcie apele przyniosły skutek i Powiatowy Lekarz Weterynarii zarządził natychmiastowe zaprzestanie działalności placówki w Sobolewie w powiecie garwolińskim. Ewakuacja rozpoczęła się w sobotnie popołudnie 24 stycznia, co poskutkowało wywiezieniem 146 zwierząt już następnego dnia. Łącznie w azylu przebywało w tamtym momencie niemal 180 psów oraz kilka kotów. Podstawą prawną akcji była decyzja inspekcji o odebraniu czworonogów właścicielowi obiektu.

Zanim jednak ruszyły oficjalne transporty, sytuacja wymknęła się spod kontroli, przypominając scenariusz filmowy. Wszystko zaczęło się od pikiety przed urzędem gminy, która następnie przeniosła się pod bramę zakładu. W krytycznym momencie zgromadzony tłum sforsował ogrodzenie i zaczął na rękach wynosić zmarznięte czworonogi. Emocje były tak duże, że pojawiły się uzasadnione pytania o bezpieczeństwo adopcji przeprowadzanych bez procedur w tym chaosie.

Poseł Łukasz Litewka o szturmie na schronisko

Dramatyczne zachowanie ludzi skomentował parlamentarzysta Łukasz Litewka, który był świadkiem tych wydarzeń. Zaapelował o wyrozumiałość dla osób, którym puściły nerwy.

„Nie wińcie ich, nie atakujcie. Nie było Was tam, nikt nie mógł przewidzieć i przygotować się na to, co się wydarzy” – napisał poseł.

„To nie była euforia, to była chęć ratunku. Pierwszy raz te biedne zwierzęta były na wyciągnięcie ręki” – dodał polityk.

Świadkowie, którym udało się wejść na teren posesji, donosili o przerażających znaleziskach. W relacjach pojawia się maszynka do mielenia mięsa oraz pałki ubrudzone krwią, służące prawdopodobnie do bicia podopiecznych. Również stan psów nie pozostawiał złudzeń, gdyż wiele z nich miało widoczne guzy, otwarte rany i płynącą ropę, co tylko podsyciło wściekłość opinii publicznej.

Donald Tusk i MSWiA o sprawie Happy Dog

Wstrząsające wydarzenia nie umknęły uwadze szefa rządu, Donalda Tuska.

„Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie” – zapewnił premier.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji potwierdziło, że właściciel „Happy Dog” otrzymał decyzję administracyjną o zamknięciu obiektu i zakazie prowadzenia dalszej działalności z powodu ignorowania wcześniejszych zaleceń.

„Dobro zwierząt to nie ideologia. To obowiązek i odpowiedzialność” – skomentowała wiceszefowa MSWiA Magdalena Roguska.

Do Sobolewa zjechali wolontariusze z różnych stron kraju, by nieść pomoc. Jeden z nich, Marek z Warszawy, podkreślał, że zwierzęta to istoty czujące tak jak ludzie, a widok ich traktowania łamie serce. Zdecydowanie mocniejszych słów użył Konrad Kuźmiński z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt.

„Mamy ch** wartą prokuraturę, ch*** warte sądy” – grzmiał przedstawiciel DIOZ.

„Jedyny system, jaki jest, to jest właśnie włożenie zwierzęcia do schroniska-mordowni, w którym to zwierzę sobie kona” – dodał działacz.

Zarzuty dla Mariana D. i decyzja sądu

Batalia sądowa przeciwko byłemu właścicielowi placówki, Marianowi D., toczy się już od kilku lat i dotyczy nieprawidłowości z lat 2016-2017. Podczas rozprawy 18 lutego oskarżony nie pojawił się, zasłaniając się problemami zdrowotnymi. Sąd odrzucił wnioski obrony i postanowił zaostrzyć kwalifikację czynu na znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem. Zmiana ta oznacza, że mężczyźnie grozi teraz kara podniesiona z 3 do 5 lat pozbawienia wolności. Kolejne posiedzenie wyznaczono na 9 marca.

Wójt Maciej Błachnio i opinia biegłych

Kluczowym dowodem w sprawie jest obszerna, licząca ponad 200 stron opinia biegłej weterynarz, którą sąd w pełni zaakceptował. Dokument wymienia katalog błędów, w tym brak rejestru, przepełnienie w kojcach i brak opieki medycznej. Ekspertka wskazała, że śmiertelność w tym zakładzie była znacząco wyższa niż w innych schroniskach na Mazowszu. Mimo to współpraca z około 30 gminami trwała, a wójt Maciej Błachnio nie rozwiązał umowy dzierżawy gruntu z Marianem D. pomimo licznych petycji mieszkańców.

Przyszłość schroniska w Sobolewie

Choć bramy zakładu pozostają dziś zamknięte, co wielu obserwatorom przynosi ulgę, sprawa jest daleka od zakończenia. Opinia publiczna wciąż czeka na odpowiedzi dotyczące wieloletniego braku nadzoru, który pozwolił na dramat zwierząt. Oczy wszystkich zwrócone są teraz na nadchodzącą rozprawę, z nadzieją, że 9 marca zapadnie wreszcie sprawiedliwy wyrok.

Schronisko dla psów w Sobolewie zamknięte
Sonda
Pomagasz schroniskom?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki