W czerwcu Sejm znowelizował ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii. Tym razem na listę nielegalnych substancji wpisano: mefedron oraz zioła z grupy kanaboidów. Powodują one wiele stanów ubocznych - np. psychozę. Od środy dopalacze zawierające te składniki powinny zniknąć ze sklepów.
Niestety. Reporterzy "Super Expressu" odwiedzili w czwartek kilka takich punktów i bez problemu kupili jeden z zabronionych środków. - Składu panu nie podam, ale to działa tak samo jak marihuana - zachęcała do kupna sprzedawczyni ze sklepu w śródmieściu. Za 40 zł dostali dopalacz o nazwie Gringo. Na opakowaniu jest napis, że dopalacz ma nowy "legalny" skład. Ale kiedy pytamy, czy faktycznie jest jakaś różnica, ekspedientka odpowiada pewnie: - Niczym się nie różnią.
- Będziemy kontrolować i wysyłać więcej strażników miejskich i patroli policji na miejsce - mówi Katarzyna Pieńkowska z Ratusza. Kontrolować mają też izby gospodarcze, które w razie znalezienia nielegalnego towaru zamkną sklep, oraz urzędy skarbowe.
Ratusz rusza właśnie z akcją informacyjną dla młodzieży w wieku 16-24 lat, która ma przestrzec przed negatywnym oddziaływaniem dopalaczy. Wyda na nią ok. 150 tys. zł. Straż miejska już od roku prowadzi rozmowy z nieletnimi, którzy korzystają z dopalaczy. - Podczas patroli podchodzimy do wychodzących ze sklepu i rozmawiamy. Patrzymy też, czy nie zażywają tych środków - mówi Monika Niżniak (31 l.), rzecznik straży miejskiej.