Kiedy Mars po interwencji straży miejskiej w Ząbkach trafił do fundacji Rottka, ważył połowę swojej normalnej wagi. Miał pod skórą głowy larwy much, które jego poprzednia właścicielka chciała wytruć śmiercionośnym muchozolem. Poza tym był mocno wychudzony i miał anemię, więc każdy większy posiłek, mimo dużego apetytu, niestety zwracał. - Trafił do nas w fatalnym stanie, teraz już wygląda zupełnie dobrze - wspomina Agnieszka Pawlicka (36 l.), prezes fundacji Rottka, która zajęła się Marsem.
Pracownikom fundacji pies, mimo swojej choroby, sprawiał również sporo problemów. Trzymany przez poprzednich właścicieli na łańcuchu, jest bardzo aktywny na spacerach.
Zapytani wprost przez reportera "Super Expressu" poprzedni właściciele dziwią się, że ktokolwiek chciał odebrać im ich pupila i nie wiedzą, co się dalej z nim dzieje. - W której jest lecznicy? To może do niego pojedziemy - powiedziała nam właścicielka.
Podczas pierwszej operacji Marsowi została wycięta tylko część skóry z głowy i naciągnięta z szyi część skóry, którą szczepiono specjalnymi klamrami. Całą dobę czuwają nad nim wolontariusze, aby się nie drapał. Dopiero za dwa tygodnie będzie można przeszczepić resztę skóry, a po 20 dniach będzie można go zabrać do nowego domu. - Chcemy sprawdzić najpierw warunki, w jakich będzie żył Mars, zanim go komukolwiek przekażemy - zastrzega Agnieszka Pawlicka.
Aby dowiedzieć się o warunki adopcji Marsa, przekazać finansowe wsparcie na jego leczenie lub pomóc przy pilnowaniu psa podczas rehabilitacji, dzwoń: Fundacja Rottka - 602-159-915.