WARSZAWA: Dzielnica Bielany LIKWIDUJE kolejne GIMNAZJA. Rodzice są oburzeni: Urzędnicy będą upychać dzieci w szkołach!

2011-11-17 18:17

Wielka awantura o szkoły na Bielanach trwa. Dzielnica w dobie kryzysu i niżu demograficznego szuka oszczędności i likwiduje kolejne gimnazja. Teraz do zagrożonych szkół dołączyło Gimnazjum nr 71 z ul. Perzyńskiego. Ma zostać przyłączone do Liceum im. Lotnictwa Polskiego przy ul. Zuga 16. To oznacza bardzo liczne klasy i lekcje na dwie zmiany. Rodzice są oburzeni, bo jak można oszczędzać na dzieciach?!

- Nie po to zapisaliśmy dzieci do najbliższej szkoły, żeby teraz musiały dojeżdżać gdzieś indziej - denerwują się rodzice. W tym roku kupiono do szkoły nowe szafki, wyremontowano toalety, radni zgodzili się też, by przeznaczyć dwa miliony złotych na remont szkolnego boiska. Trudno się dziwić, że rodzice są zaskoczeni przymusową przeprowadzką do nowej szkoły.

- Ta decyzja zapadła z dnia na dzień, nie było żadnych konsultacji z rodzicami - narzeka Piotr Żylonis (45 l.), przewodniczący rady rodziców z Gimnazjum nr 71.

Jak tłumaczy swoje plany Marek Lipiński (40 l.), wiceburmistrz odpowiedzialny w dzielnicy za edukację? - Przeniesieniem Gimnazjum nr 71 na ulicę Zuga chcemy je uratować - broni się urzędnik. - W tej chwili spada zainteresowanie tą szkołą i z roku na rok będzie coraz mniej oddziałów.

Jednak wbrew temu, co sugeruje wiceburmistrz Marek Lipiński, do szkoły obowiązywał konkurs świadectw. - Liczba oddziałów to najmniejszy problem, w tej chwili mamy niż demograficzny, ale w ciągu kilku lat przyjdzie wyż - kontruje radny Ryszard Zakrzewski (PiS). - Zamknąć szkołę jest łatwo, trudniej stworzyć nową. Oszczędzanie na kształceniu to jedno wielkie nieporozumienie - dodaje oburzony.

Budynek szkoły przy ulicy Zuga jest wpisany na listę obiektów zabytkowych. Trzy lata temu mieściło się w nim także gimnazjum, jednak przeniesiono je na ulicę Lindego ze względu na... ciasnotę. Z obliczeń radnego Zakrzewskiego wynika, że po połączeniu szkół na jednego ucznia będzie przypadało 5 metrów kwadratowych, to niecałe dwa razy więcej niż na jednego więźnia w zakładach karnych. Rodzice obawiają się też, że nauka będzie odbywała się dwuzmianowo, a to oznacza, że dzieci będą musiały siedzieć na lekcjach prawie do wieczora.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki