Dziennikarze "Super Expressu" odkryli dzikie wysypisko tuż za ostatnimi pawilonami słynnego mokotowskiego bazaru, a przed ogrodzeniem prowadzącym w stronę ogródków działkowych Bartycka. Wygląda, jakby od wielu miesięcy handlarze z targowiska wyrzucali tam systematycznie resztki niesprzedanych, zniszczonych materiałów budowlanych - jest glazura, terakota, resztki paneli, czasami trafiają się niemal całe palety kafelków. Są pobite muszle klozetowe i zniszczone meble. Trafiają się też grube teczki z dokumentami. Przejrzeliśmy na przykład niezniszczone, w pełni czytelne faktury z 2004 roku z danymi osobowymi i numerami kont!
Zobacz: Wisła wysycha! REKORD padnie we wtorek
Ale to nie wszystko. Od strony ogródków działkowych najwyraźniej śmieci dorzucają też mieszkańcy i rośnie tam zwykłe śmierdzące wysypisko komunalne. Piętrzą się zwały plastikowych toreb z typowo domowymi resztkami. Ale... miasto tego sprzątać nie będzie. - Powinien to zrobić na swój koszt właściciel lub dzierżawca terenu, a my za kilka dni sprawdzimy, czy wszystko zostało uprzątnięte - stwierdza szefowa miejskiego Biura Gospodarki Odpadami Jolanta Krzywiec.
Jak ustaliliśmy, działka z nielegalną zwałką należy do firmy Dom Development. Deweloper do terenu się przyznaje, do śmieci jednak nie. - Jesteśmy już po wizji lokalnej, która potwierdziła, że na nasz teren zostały podrzucone duże ilości śmieci, w tym odpady budowlane. W najbliższym czasie uprzątniemy je - deklaruje rzecznik Dom Development Radosław Bieliński. Zastrzega jednak, że ze względu na dużą ilość tego gruzu i gabarytów trzeba będzie zaangażować sprzęt ciężki do załadunku i wywozu.