Tym razem policja musi rozwikłać mroczną historię zbiorowego grobu wykopanego w ogrodzie willi w Szamotach obok Wólki Kosowskiej. Tuż pod ziemią śledczy znaleźli szczątki trzech osób - zapewne ofiar bezwzględnych porachunków gangsterów z grupy "Mutanta", czyli odłamu gangu pruszkowskiego. Czy po tylu latach uda się ustalić, kim byli ludzie, których szczątki tak długo leżały w tym ogrodzie?
Co jakiś czas w podwarszawskich lasach kryminalni znajdują groby, w których dwie dekady temu rządzący stolicą gangsterzy zakopywali niewygodnych świadków, dłużników czy niechcianych współpracowników. Tym razem mafijny grobowiec odnalazł się na prywatnej posesji przy ul. Szpaków w Szamotach. O tym, że w ogródku spoczywają szczątki trzech bandziorów, powiadomił policjantów tajemniczy informator. Śledczy natychmiast rozpoczęli poszukiwania i szybko okazało się, że trop jest właściwy. Policjanci nie musieli kopać głęboko. Na pierwsze fragmenty szkieletów natknęli się bardzo szybko. Wykopali trzy czaszki - stąd wnioski, że do półtorametrowego dołu gangsterzy wrzucili ciała trzech mężczyzn, jedno na drugie. Dlatego szczątki są wymieszane i będzie trudno je zidentyfikować.
- Według naszych ustaleń zwłoki należały do osób powiązanych ze światem przestępczym, które najprawdopodobniej zginęły w porachunkach z gangsterami ze "starego Pruszkowa" i późniejszą grupą "Mutanta", która działała pod koniec lat 90. - wyjaśnia st. asp. Mariusz Mrozek, rzecznik komendanta stołecznej policji. I przyznaje, że aby ustalić tożsamość ofiar, kryminalni będą musieli odgrzebać stare sprawy i sprawdzić, kto w tamtych czasach zaginął i się nie odnalazł. Biegli ocenią również, w jaki sposób gangsterzy zginęli, ale nie ma wątpliwości, że "Mutanci" nie szczędzili im okrucieństwa. Grupa ta zrzeszała najbardziej bezwzględnych stołecznych morderców, porywaczy i złodziei. To oni stali m.in. za zabójstwem policjanta w Parolach w 2002 roku, egzekucją mafijnego bossa o pseudonimie Kikr w szpitalu na Szaserów czy zaminowaniem terenu i ostrzelaniem antyterrorystów w Magdalence.
Poza podejrzeniami policji jest natomiast właściciel willi. - Nie ma z tym raczej nic wspólnego, bo od dawna mieszka w innej części kraju, dom przez lata wynajmował różnym osobom. Nie przyszło mu nawet do głowy, że w jego ogrodzie mogą dziać się takie rzeczy - opowiada nam policjant, który nadzoruje wykopaliska w Szamotach.
ZAPISZ SIĘ: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail