Wbiła Januszowi nóż prosto w serce. „Wolałabym, żeby dzieci odwiedzały ojca w domu, nie na cmentarzu”

2026-03-21 4:00

– Wolałabym, żeby dzieci odwiedzały ojca w domu, nie na cmentarzu – wzrusza ramionami Monika P. Ale ojciec, jej mąż – Janusz nie żyje od blisko 6 lat. A ona w więzieniu na Bemowie odsiaduje kolejny rok z zasądzonych jej 12 lat pozbawienia wolności. Za śmiertelny cios, który zadała nożem prosto w serce człowieka, którego przecież kiedyś kochała. – Ręka poleciała. I trafiło – mówi mężobójczyni.

Monika P. oskarżona o zabójstwo męża

Tragedia rozegrała się w mieszkaniu przy ul. Ludwiki na Woli. Po kolejnej awanturze między małżonkami, Monika P. chwyciła za nóż. Chwilę później jej mąż Janusz P. konał na klatce schodowej z raną w sercu. O kulisach rozmowy z nią oraz o tym, jak wyglądało jej życie przed tragedią, opowiedział „Super Expressowi” Zbyszek Nowak, autor książki „Zabiłaś?”. Odbyła się w świetlicy oddziału zamkniętego więzienia Warszawa-Bemowo.

To była bardzo smutna, czasem wręcz wzruszająca podróż przez życie pani Moniki − mówi nam Zbyszek Nowak.

Sześć lat temu sprawa była jedną z najgłośniejszych historii kryminalnych w Warszawie. Monika i Janusz P. byli razem przez lata i wychowywali dwie córki. Jak sama kobieta wspominała po latach, przez długi czas ich życie wyglądało zwyczajnie. − Byłam z nim szczęśliwa, powiedzmy, przez 17 lat − opowiada w rozmowie ze Zbyszkiem Nowakiem, którą przeprowadził do najnowszej książki o zbrodniarkach. A potem..? Z czasem relacja małżonków zaczęła się pogarszać. − Mąż coraz częściej pił alkohol i miał problemy z hazardem. Ostatni rok jakby… zaczął już ostro pić, zaczął intensywnie grać na maszynach − wspominała skazana.

Alkohol i hazard w małżeństwie P.

W domu coraz częściej dochodziło do kłótni. Sąsiedzi zeznawali później, że z mieszkania małżeństwa regularnie słychać było krzyki i awantury. Kobieta twierdziła, że chciała odejść od męża. Miała już nowego partnera i planowała wyprowadzić się do niego razem z córkami. Kulminacja nastąpiła w poniedziałek 30 listopada 2020 r. Monika wróciła wtedy do mieszkania po weekendzie spędzonym u nowego partnera. Nie mogła dostać się do środka, ponieważ mąż wymienił zamki. Dobijała się do drzwi, aż w końcu Janusz ją wpuścił. Awantura trwała około dwóch godzin. Po kłótni kobieta zasnęła. Gdy się obudziła, zorientowała się, że jest zamknięta w mieszkaniu − mąż zabrał klucze i wyszedł. Wtedy zadzwoniła do niego i zagroziła, że odkręci gaz i wysadzi mieszkanie. Przerażony mężczyzna poprosił sąsiada, by zakręcił dopływ gazu na klatce schodowej. Po południu wrócił do domu. Kłótnia wybuchła na nowo. Według ustaleń śledczych Janusz P. kazał żonie spakować rzeczy i wyprowadzić się. W pewnym momencie wyrwał jej telefon z ręki i rzucił nim o podłogę. Wtedy sytuacja wymknęła się spod kontroli.

− Zaczął mnie bić, rzucił na framugę, ja upadłam − opowiadała w więzieniu.

Kulisy zabójstwa Janusza P.

Na ławie w salonie leżał nóż, którym chwilę wcześniej mężczyzna robił kanapki. Monika twierdziła, że chwyciła go tylko po to, by przestraszyć męża i uciec z mieszkania. − Ja ze strachu złapałam ten nóż, żeby się wystraszył, otworzył te drzwi i ja wtedy ucieknę − tłumaczyła w rozmowie ze Zbyszkiem Nowakiem. Według jej relacji mężczyzna rzucił się na nią i zaczęli się szarpać. Wszystko miało wydarzyć się w ułamku sekundy. − Jak trzymał mnie za rękę, ja odpychałam tę jego siłę. Jak w którymś momencie puścił, ręka poleciała. I trafiło − podsumowała.

Ostrze wbiło się w klatkę piersiową mężczyzny. Rana okazała się śmiertelna. Janusz P. zdołał jeszcze wyjść z mieszkania na klatkę schodową, gdzie osunął się na ziemię. Na nagraniach z monitoringu widać było, jak Monika kilka razy podchodzi do niego i wraca do mieszkania. W końcu przyniosła koc i próbowała zatamować krwotok. Ratownicy przez długi czas walczyli o życie 43-latka, jednak obrażenia były zbyt poważne. Sekcja zwłok wykazała, że ostrze przebiło serce oraz część lewego płuca.

Żal i konsekwencje tragedii

Media pisały o „krwawym morderstwie na Woli”, a w internecie pojawiły się setki komentarzy. Jedni potępiali kobietę bez wahania, inni zastanawiali się, co naprawdę wydarzyło się w mieszkaniu. Zbyszek Nowak, autor książki „Zabiłaś?” mówi „Super Expressowi”, że kobieta bardzo chciała opowiedzieć swoją historię. − Pani Monika zgodziła się na rozmowę bardzo chętnie. Wydaje mi się, że chciała wykrzyczeć światu to, co ją spotkało i co spotkało jej rodzinę − mówi Zbyszek Nowak. W trakcie tej rozmowy padło zdanie, które szczególnie zapadło mu w pamięć. − Zdecydowanie bardziej wolałabym, żeby moje dzieci odwiedzały ojca w domu, aniżeli na cmentarzu − powiedziała Monika P. Ale stało się. Nie próbowała zaprzeczać temu, co się wydarzyło. − Nigdy podczas tej rozmowy nie wypierała się swojej winy, nie prowokowała treści, które byłyby związane z jej niewinnością. Nie, absolutnie nie. Przyjmuje winę i przyjęła karę − mówi nam Nowak.

Zgodnie z wyrokiem sądu Monika P. ma opuścić więzienie w 2033 r., niewiele wcześniej będzie mogła ubiegać się o warunkowe zwolnienie. Dziś mówi, że najbardziej boli ją to, co przeżywają jej córki. − Żałuję bardzo, nigdy się z tym nie pogodzę, że do tego doszło. Jak moje dzieci tam jeżdżą, na cmentarz, i mówią, że jadą do taty, to ja już mam zwalony dzień zwalony − podsumowuje.

Super Express Google News
Zabójstwo młodej kobiety w Krakowie
Sonda
Jaka powinna być kara za zabójstwo?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki