Wstrząsające słowa biegłego ws. wypadku na Trasie Łazienkowskiej. "Naciskał pedał gazu w 100 proc."

2026-02-27 12:55

Trwa proces w sprawie śmiertelnego wypadku na Trasie Łazienkowskiej. W piątek, 27 lutego odbywa się kolejna rozprawa, tym razem bez udziału Łukasza Żaka. Głos przed sądem zabrali natomiast biegli, których ustalenia okazują się naprawdę wstrząsające.

Rozprawa bez Łukasza Żaka

Jak wspomnieliśmy, Łukasz Żak nie został w piątek doprowadzony do sądu z powodu problemów zdrowotnych. Sędzia poinformował, że oskarżony po wypadku, do którego doszło we wrześniu 2024 r. na Trasie Łazienkowskiej, dzień wcześniej miał konsultację lekarską ze względu na kaszel i gorączkę. Sam Żak stwierdził, że "jest człowiekiem i raz na półtora roku może zachorować".

Choć mecenas mężczyzny chciała przełożenia rozprawy, sąd zdecydował o dalszym procedowaniu. Głos zabrał więc biegły Jerzy Kula, autor dwóch opinii. Przekazał, że zajął się techniką i taktyką jazdy kierowcy Arteona. Jego zadaniem było odtworzenie wypadku, sprawdzenie nieprawidłowości w sposobie jazdy uczestników oraz określenie, czy mogli uniknąć tragedii.

"Kierowca Arteona naciskał pedał gazu w 100 proc."

Jak zaznaczył, materiał dowodowy, udokumentowane ślady na miejscu, badanie rejestratorów z samochodów oraz nagrania z wideorejestratorów pozwoliły na dokładne odtworzenie prędkości auta i miejsca zderzenia. - Arteon poruszał się z prędkością blisko granicznej w tych warunkach ruchu, biorąc pod uwagę warunki pogodowe oraz krzywiznę drogi w tym miejscu. Prędkość graniczną określiłem na 214 km/h. Po przekroczeniu 214 km/h zadziałała fizyka i to było główną przyczyną wypadku - powiedział, dodając, że "kierowca Arteona naciskał pedał gazu w 100 proc.". - Prędkość 227 km/h była maksymalną dla tego samochodu. Kierowca wcisnął maksimum - zaznaczył.

Jak wynika z relacji biegłego, kierująca Fordem nie mogła uniknąć zdarzenia. Musiałaby bowiem dojrzeć drugiego kierowcę w lusterku, co przy panujących warunkach i określonej przez ekspertów prędkości było niemożliwe. Zdaniem Kuli, gdyby kierowca Arteona wcześniej próbował uniknąć zderzenia, wpadłby w poślizg. - Wykonałem analizę symulacyjną. Dobiera się parametry wstępne zadane dla obu pojazdów, sprawdza się w symulacji, czy ruch pojazdów był identyczny. W przypadku Arteona uzyskaliśmy dużą zgodność jeżeli chodzi o położenie powypadkowe samochodu, miejsce zderzenia z Fordem i miejsce zderzenia z barierami energochłonnymi. To potwierdza, że ta prędkość, którą określił biegły, jest prawidłowa - stwierdził. Jak dodał, zgodnie z jego analizą zmarły wskutek wypadku był zapięty pasem bezpieczeństwa.

"Pojazd nie był hamowany przez cały ten okres"

Później głos przed sądem zabrał również kolejny biegły, Michał Krzemiński. - Jestem analitykiem zdarzeń drogowych i autorem opinii, która znajduje się w aktach sprawy. Jeżeli chodzi o Arteon, to poza samą fizyczną trudnością odczytania danych, pojazd był bardzo zniszczony. Żeby odczytać zawartość rejestratora, musiałem odtworzyć część instalacji elektrycznej. To się udało - powiedział.

Jak dodał, jeśli chodzi o Forda, "zderzenie było wieloetapowe". - Auto kolidowało również z barierą energochłonną. W rejestratorze nie zapisał się moment najechania Arteona na tył Forda. Jest to związane z ograniczeniem systemu zastosowanego przez producenta. [...] Zapisały się jednak dalsze kolizje i uderzenie z barierkami - powiedział. Podkreślił, też, że pojazd jest dosyć standardowo wyposażony jeżeli chodzi o systemy bezpieczeństwa. - Sytuacje w których podaje błędne dane, np. zaniży lub zawyży zapisane prędkości, raczej się nie zdarzają. Ja osobiście dokonałem takich odczytów ponad 6000, moi koledzy z zagranicy w setkach tysięcy. Sytuacji, w których rejestrator został uszkodzony, było może dwie lub trzy. W tym przypadku, Arteona, takie zjawiska nie wystąpiły. [...] Arteon został zabezpieczony, był przechowywany w lepszych warunkach niż inne auta po takich zdarzeniach. Był przetransportowany do policyjnego garażu. Auto było zamknięte - dodał.

Biegły wyjaśnił również, że uderzając w Forda, Arteon go "napędził". - Kierujący Arteona na sekundę przed uderzeniem rozpoczął manewr skrętu w lewo, 12 stopni, rosło na pół sekundy przed zderzeniem na 25 stopni, aż do ponad 80 stopni w ciągu zderzenia. Ale pojazd nie był hamowany przez cały ten okres - powiedział.

Jak wynika z informacji przekazanych przez prokuraturę, oskarżonemu po wypadku na Trasie Łazienkowskiej grozi od pięciu do 30 lat pozbawienia wolności.

Łukasz Ż. po wypadku na Trasie Łazienkowskiej zadzwonił do matki ofiary. "Uciekam do Hiszpanii"
Rozmowa na Plus
Kobieta w mundurze – blaski i cienie służby w policji

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki