Bon żłobkowy władze stolicy wprowadziły jesienią zeszłego roku. To 400 zł miesięcznie, które rodzice malucha (w wieku od pół roku do trzech lat) mogą przeznaczyć na opiekę w prywatnym żłobku. O taki bon może postarać się każdy rodzic, którego dziecko skończyło pierwszy rok życia ale nie jest jeszcze objęte nauczaniem przedszkolnym czyli nie starsze niż 3 lata. Jednak trzeba spełniać określone warunki. Rodzice muszą zrezygnować z miejsca dla dziecka w miejskim żłobku, mieć podpisaną umowę z placówką niepubliczna, muszą mieszkać i płacić podatki w Warszawie, nie być na urlopie macierzyńskim i co najważniejsze nie mogą zarabiać więcej niż 2882 zł na osobę. Do tej pory obowiązywało kryterium 1922 zł (netto) na osobę. Niestety, bardzo niewiele osób skorzystało z takiej pomocy finansowej.
Zobacz jak trują nas w kurortach nad Bałtykiem!
W kwietniu Rada Warszawy zdecydowała więc, że podniesie dopuszczalne dochody o tysiąc złotych. Przepisy weszły właśnie w życie. Można już zatem składać wnioski o tzw. „400 plus”.
- Chcieliśmy, żeby więcej osób mogło skorzystać z bonu żłobkowego i teraz jest to możliwe. Blisko 600 rodzin już otrzymuje świadczenia i zakładamy, że będzie ich teraz o wiele więcej – powiedziała nam Katarzyna Pienkowska ze stołecznego ratusza.
Warszawiacy doceniają pomysł urzędników, ale wątpliwości budzi kwota bonu żłobkowego. - Dobrze, że miasto dopłaca rodzicom. To cenna inicjatywa, ale 400 złotych miesięcznie to rodzice wydają na pieluchy dla maluchów. Prywatny żłobek kosztuje dużo więcej - uważa Katarzyna Sankowska (31 l.), mama małej Madzi. W tym roku urzędnicy chcą przeznaczyć na bon żłobkowy 21 milionów złotych, a w latach 2018-2022 sto milionów.