W rozmowie z "Faktem" Viktoria Woroniewska opowiedziała o wydarzeniach, które miały rozegrać się za zamkniętymi drzwiami. Wyjaśniła, dlaczego po miesiącach milczenia zdecydowała się na kroki prawne. To nowy dramat z Danielem w roli głównej.
Daniel Martyniuk znów wywołał poruszenie w sieci. W połowie października 2026 r. zaczął publikować zdjęcia i nagrania Viktorii Woroniewskiej, opatrując je komentarzami, które kobieta uznała za obraźliwe i postanowiła działać. Złożyła zawiadomienie na policji, a zgromadzone przez nią materiały mają pomóc w wyjaśnieniu sprawy.
Daniel Martyniuk mieszkał w jej domu
Woroniewska wyjaśniła, że na początku 2026 r. udostępniła synowi Zenka Martyniuka dom na Podlasiu. Syn Zenka twierdził, że nie ma gdzie mieszkać. Znajoma postanowiła mu pomóc, tym bardziej, że nieruchomość przez większość czasu stała pusta.
Na początku nic złego się nie działo. Sytuacja zmieniła się, gdy sąsiadka poinformowała ją o krzykach i hucznej imprezie w środku nocy. Woroniewska pojechała sprawdzić, co się dzieje, i zdecydowała się zostać tam na noc. Obudziły ją odgłosy dobiegające z parteru. Kiedy zeszła na dół, miała zobaczyć Daniela Martyniuka niszczącego wyposażenie domu i szarpiącego się z telewizorem. Wtedy też zadzwoniła po ojczyma. Według relacji Viktorii, gdy jej tata przyjechał i próbował uspokoić Martyniuka, doszło między nimi do szarpaniny.
Po wielu godzinach awantury, przemocy i niszczenia mienia nie miałam już wyjścia. Wezwałam policję, która zabrała go do izby wytrzeźwień
- powiedziała Woroniewska.
Te wydarzenia, zdaniem poszkodowanej, rozegrały się w lutym 2026 r. Woroniewska nie ukrywa, że tamta sytuacja źle wpłynęła na jej znajomość z Danielem Martyniukiem.
Daniel Martyniuk publikuje zdjęcia
Po miesiącach milczenia Viktoria zgłosiła sprawę na policję. W połowie października 2026 r. Daniel Martyniuk opublikował w mediach społecznościowych archiwalne nagrania, na których Woroniewska siedzi za kierownicą samochodu. Sugerował, że kobieta prowadzi bez prawa jazdy i z piwem w ręku. Jednak w wywiadzie dla w/w medium 26-latka przekonywała, że film został przedstawiony bez prawdziwego kontekstu.
Jak wyjaśniła, samochód należał do jej znajomego i był zaparkowany. W środku przebywał również kierowca, a ona sama miała usiąść za kierownicą tylko na chwilę, nagrywając film dla mamy. Materiał miała wysłała później także Martyniukowi, gdy zapytał ją, co robi.
Mroczne tajemnice Viktorii
Woroniewska przyznała, że w przeszłości na 3. miesiące straciła prawo jazdy za przekroczenie prędkości. Podkreśliła jednak, że w tym okresie nie prowadziła samochodu, a obecnie ma uprawnienia do kierowania pojazdami.
Kobieta nie zgodziła się również na publikowanie jej prywatnych zdjęć i obraźliwych komentarzy. Jak powiedziała, po około pół roku bez kontaktu Martyniuk ponownie zaczął zamieszczać w sieci treści na jej temat.
Tego samego dnia, 17 października 2026 r., zgłosiła sprawę na policję. W rozmowie z dziennikiem zaznaczyła, że dysponuje obszerną dokumentacją obejmującą wiadomości, nagrania, zdjęcia oraz relacje świadków. Nie chciała jednak ujawniać szczegółów prowadzonych postępowań.
Nie chodzi mi o pieniądze. Przez długi czas nie chciałam podejmować żadnych kroków prawnych. Liczyłam, że uda się zakończyć tę sprawę spokojnie. Po ostatnich publikacjach i kolejnych pomówieniach uznałam jednak, że granica została przekroczona. Zależy mi przede wszystkim na bezpieczeństwie moim i mojej rodziny oraz na tym, by podobne sytuacje nie powtórzyły się w przyszłości.
Komenda Powiatowa Policji w Kartuzach potwierdziła "Faktowi", że 17 października 2026 r. przyjęto zawiadomienie dotyczące zamieszczenia wizerunku osoby wraz z jej danymi osobowymi bez jej zgody. Funkcjonariusze prowadzą postępowanie w tej sprawie. Adwokat Woroniewskiej zapowiedział podjęcie odpowiednich kroków prawnych, nie ujawniając na razie szczegółów.
"Nigdy nie byliśmy parą".
Viktoria wyjaśnia, co ją łączyło z Danielem. O znajomości Daniela Martyniuka i Viktorii Woroniewskiej zrobiło się głośno już w lutym 2026 r. Syn Zenka Martyniuka publikował wówczas nagrania sugerujące, że łączy go z kobietą romantyczna relacja. Na jednym z nich siedział obok niej w samochodzie, trzymając bukiet kwiatów i pluszowego misia. W swoich wypowiedziach dawał do zrozumienia, że darzy ją uczuciem.
Woroniewska stanowczo zdementowała te sugestie. Jak podkreśliła, nigdy nie byli parą. Wyjaśniła, że pojechała do Amsterdamu, by pomóc Martyniukowi po jego zatrzymaniu przez policję.
Ktoś musiał go odebrać, więc pojechałam mu pomóc.
Kwiaty ze śmietnika i ukradziony miś
Kobieta ujawniła również, że kwiaty, które otrzymała podczas tamtego spotkania, miały być wcześniej ukradzione, a pluszowego misia Martyniuk miał wyciągnąć ze śmietnika. Dodała, że towarzyszył im wówczas jego kolega.
Woroniewska przyznała, że początkowo wierzyła, iż uda jej się pomóc Danielowi. Z czasem jednak straciła zaufanie do jego obietnic. Według jej relacji, gdy odmawiała mu pomocy, spotykała się z atakami w internecie. Kobieta twierdziła również, że publikacje dotknęły jej mamę, rodzinę i córkę.
Historia Daniela i Viktorii
Jak dodała Viktoria, z jej wiedzy wynika, że Martyniuk przez pewien czas przebywał w ośrodku diagnostycznym, ale nie kontynuował terapii odwykowej.
Viktoria Woroniewska i Daniel Martyniuk poznali się wiele lat temu w Wasilkowie pod Białymstokiem, gdzie ona się uczyła, a on mieszkał. Do spotkania doszło przypadkiem, gdy jej koleżanki zaczęły rozmawiać z Martyniukiem. Później przez kilka lat nie utrzymywali kontaktu. W międzyczasie Woroniewska została mamą. Daniel odezwał się do niej ponownie w grudniu 2025 r., gdy mieszkała już w Warszawie.
Kobieta przyznała, że chciała mu pomóc, ale nie spodziewała się, że ich znajomość zakończy się tak poważnym konfliktem. Teraz sprawą mają zająć się odpowiednie instytucje.
Nie przegap: Margaret nie chciała zagrać Violetty Villas. Tak tłumaczy swoją decyzję