Gessler zdradza tajemnice domu rodzinnego: Gdy byłam mała, wielokrotnie...

2020-04-11 8:32

“Kuchenne rewolucje” MAGDY GESSLER właśnie skończyły 10 lat! Słynna restauratorka podzieliła się swoimi wspomnieniami z planu i zdradziła, czego nie pokazują kamery. Opowiedziała nam również o tym, jak wygląda Wielkanoc w jej domu i czego nie może zabraknąć świątecznym stole.

Gessler otworzyła sklep internetowy. PROMOCJA na chleb

i

Autor: AKPA Gessler otworzyła sklep internetowy. PROMOCJA na chleb

- W tym roku ma pani szczególne powody do radości. W marcu świętowała pani 10-lecie “Kuchennych Rewolucji”. Z czego jest pani najbardziej dumna?

- Myślę, że z tego, że moja ciekawość jest wciąż nienasycona, że chęć pomocy jest jeszcze większa niż kiedykolwiek. Moja świadomość ludzkich, lokalnych problemów jest ogromna, a w związku z tym mam znacznie większą zdolność niesienia pomocy, niż na początku, 10 lat temu. Po tym wszystkim, co widziałam i co przeżyłam z ludźmi, myślę, że mogłabym napisać niezły doktorat z socjologii.

- W programie wystarczy pani kilka dni, by zmienić czyjeś życie. Jak pani to robi?

- Na pewno korzystam z doświadczenia wyniesionego z domu. Mój ojciec jest wciąż czynnym dziennikarzem. Gdy byłam mała, wielokrotnie przysłuchiwałam jego wywiadom. Odziedziczyłam więc tę ciekawość świata i ludzi, ale też ogromną sympatię do nich. Bo ludzi trzeba lubić, żeby im pomagać. Uwielbiam patrzeć, jak ludzie po chwili rozmowy, uwagi raptem dostają skrzydeł, zaczynają wierzyć, że stać ich na to, by zmienić swoje życie. Muszą tylko uwierzyć, że jeśli ktoś im podaje rękę, to nie ma w tym podstępu, że nie jest to element jakiegoś scenariusza, którego, nawiasem mówiąc, w ogóle nigdy nie ma. Z resztą ja jestem największą rewolucjonistką, nawet dla twórców „Kuchennych rewolucji” (śmiech).

Magda Gessler. Kuchenne Rewolucje TVN

i

Autor: Instagram/ Archiwum prywatne Magda Gessler. Kuchenne Rewolucje TVN

- Jak w takim razie powstaje program?

- Najważniejszy jest pierwszy dzień. Muszę wtedy wymyślić wszystko. Na stworzenie planu na rewolucję lokalu mam dwie godziny, licząc od chwili wejścia tam po raz pierwszy, przy czym do samego końca nie wiem, gdzie jadę i wszyscy, łącznie z makijażystkami, np. moją Renią czy stylistką fryzur Kasią, wiedzą, że nie wolno mi tego zdradzać. Ja się zawsze wtedy cieszę jak dziecko, bo nie mam zielonego pojęcia, gdzie mój samochód stanie. To jak największy prezent, bo takie niespodzianki czasami są fantastyczne. Można trafić na na prawdę ciekawe miejsca, a czasami i na takie, gdzie człowiek boi się wyjść.

- Zdarzały się pani takie sytuacje?

- Nie, ja jestem bardzo otwarta. Nie mam tego typu obaw. Żyłam na całym świecie, bywałam w najgorszych dzielnicach w różnych częściach świata. Miałam w życiu mnóstwo ekstremalnych sytuacji. Bardziej boją się ludzie wokół mnie, obawiając się, że może mi się coś stać. Tak było w Łodzią, przed wejściem do lokalu w którym miałam przeprowadzić „Kuchenną rewolucję”. Kiedy stanęliśmy przed blokiem, ktoś w ekipy odradzał mi wyjście z samochodu, bo to wyglądało jak melina. Udało mi się pomóc właścicielowi, a w tej chwili otworzył już drugi lokal i odniósł duży sukces finansowy. Bardzo mnie to cieszy, bo nie można się zrażać i każdemu trzeba dać szansę.

- Czy to znaczy, że z każdego może pani zrobić dobrego restauratora?

- Ludziom się wydaje, że to jest trochę jak totolotek, czyli, że nawet jeśli dzisiaj się udało, to jutro już pewnie nie. To się nie może udać, bo nie będzie już pani Magdy Gessler, ale jak okazuje się - jeżeli ludzie się trzymają moich wytycznych - to się udaje. Przykładem tego są ludzie, którzy pojawili się na 10. urodzinach „Kuchennych rewolucji”. Malinówka, Syrenka, Dom Bawarski czy Pod Prosiakiem w Tychach, gdzie przeprowadzałam rewolucję 7-8 lat temu - do dzisiaj są to ważne punkty na kulinarnej mapie Polski. Oni o prostu tej lekcji nauczyli się na pamięć. Zaczynają wprowadzać własne wariacje, ale bardzo mocno trzymają się mojej koncepcji.

- Jest pani dumna, kiedy spotyka po latach dawnych uczestników Kuchennych rewolucji”, widząc, jak jak dobrze sobie radzą?

- Przede wszystkim czuję wielką radość. Ja się nie czuję dumna z siebie, tylko z nich. Jestem nieprawdopodobnie zadowolona widząc, że im się udało, że mi zaufali i sprostali zadaniu, które było dla nich bardzo trudne. W końcu oni wszyscy byli kiedyś w bardzo ciężkiej sytuacji. Do dziś zresztą odzywają się do mnie i jesteśmy w kontakcie.

- Wkrótce wszyscy zasiądziemy do wielkanocnego stołu. Jak on wygląda w pani domu? Czego na nim nie może zabraknąć?

- Mam wielką nadzieję, że do tego czasu sytuacja się uspokoi i będziemy mogli zasiąśc do stołu pełnymi rodzinami. Jeśli jednak tak się nie stanie i nadal będą obowiązywać zasady ostrożności, izolacji, proszę się tym kierować. Lepiej spędzić jedne święta oddzielnie, by potem już być razem na zawsze. Dla mnie Wielkanoc to najbardziej radosne ze świąt, jakie my, Polacy, obchodzimy. To święto wiosny, radości, budzenia się do życia, zieleni. U mnie na pewno musi pojawić się żur, ale koniecznie na zakwasie, który można dostać w Krakowie. Sama też robię na święta białą kiełbasę. Być może pokażę na moim kanale na YouTube, jak ją robić. To naprawdę nie jest trudne, a świeżo zrobiona biała kiełbasa jest niesamowita! Ubóstwiam gorący pieczony boczek ze świeżo startym chrzanem i ćwikłą. Uwielbiam też jajka faszerowane w skorupce – z prawdziwkami, jajkiem siekanym i koprem, które później smaży się w bułeczce, a skorupka jest zafarbowana wcześniej łupinami od cebuli. Podaję je gorące, np. do rosołu. Smakują obłędnie! To są trochę inne wielkanocne przysmaki niż wszędzie.

- Dobrych kucharzy u pani w domu nie brakuje, w końcu pani dzieci - Lara i Tadeusz - także poszli w pani ślady. Przygotowujecie wielkanocne przysmaki wspólnie?

- Lara robi najlepsze kruche ciasto na mazurki. Tadeusz z kolei przynosi zawsze jakieś wege-mięso czy np. wege-śledzie, które się cieszą ogromnym powodzeniem. Nie da się ukryć, że jest to dom pełen miłości, ale i ciekawości kuchni i oraz tego, jak można pokazać miłość poprzez danie.

- Czego życzy pani naszym Czytelnikom z okazji Wielkiejnocy?

- Przede wszystkim szczęścia, bo w tym pojęciu mieści się wszystko. Życzę pozytywnego myślenia, wiary w siebie i pokochania siebie. Bo jeśli nie polubimy siebie, nie polubimy nikogo wokół. Od siebie należy zacząć.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki