Lider zespołu Lady Pank Jan B. usłyszał zarzuty. Duże pieniądze w tle

2021-09-08 16:20
Jan B. z Lady Pank wezwany przez prokuraturę
Autor: Akpa Jan B. z Lady Pank wezwany przez prokuraturę

Jan B. (66 l.) lider zespołu Lady Pank został dziś przesłuchany w prokuraturze. Muzyk usłyszał zarzut wyłudzenia podatku VAT i posługiwania się "lewymi" fakturami. Według naszej wiedzy chodzi o promocję trasy koncertowej z 2018 roku. Legendarny muzyk Lady Pank może mieć poważne problemy. Jest oficjalne oświadczenie prokuratury!

Jan B. to jeden z najbardziej kontrowersyjnych polskich artystów, który swoim zachowaniem i wypowiedziami wielokrotnie wzbudzał sensację opinii publicznej. Doczekał się nawet określenia "naczelny skandalista polskiego show-biznesu". Nie wszyscy pamiętają, że w drugiej połowie lat 80-tych podczas koncertu z okazji Dnia Dziecka we Wrocławiu pijany artysta obnażył się na scenie i wyzywał zgromadzoną pod sceną publiczność. Konsekwencje poniósł cały zespół, który decyzją Ministerstwa Kultury i Sztuki miał zakaz koncertowania i pojawiania się w mediach przez pół roku. Jan B. został skazany na trzy miesiące aresztu, który uchylono w wyniku amnestii. 1 maja 2004 roku Jan B. pokłócił się z burmistrzem Sulęcina i zwyzywał ze sceny urzędników obecnych na koncercie. 

SEKSAFERA: Joanna B. i Danuta B. - córka i żona muzyka Lady Pank SKAZANE za SUTENERSTWO!

Teraz muzyka czeka kolejna "przygoda" z organami prawa. Jak dowiedział się "Super Express" dziś Jan B. został przesłuchany w warszawskiej prokuraturze. Muzyk usłyszał zarzuty wyłudzenia podatku VAT i posługiwanie się "lewymi" fakturami na około 200 tys. złotych i ok. 50 tys. zł niezapłaconego VAT-u. Chodzi o promocję trasy koncertowej, która miała miejsce w wakacje 2018 roku. Dochodzenie prowadzi prokuratura w Warszawie. - B. świadomie posługiwał się fałszywymi fakturami VAT, aby dopuszczać się oszustw podatkowych - mówi nasze źródło. W prokuraturze spędził prawie 1,5 h i nie chciał komentować sprawy. Na stronie Prokuratury Regionalnej w Warszawie zamieszczono oświadczenie w tej sprawie:

- Prokuratura Regionalna w Warszawie od grudnia 2019 roku prowadzi śledztwo przeciwko 48-letniemu mężczyźnie zarządzającemu tzw. agencją eventową. Jest on podejrzany o popełnienie tzw. zbrodni vatowskiej poprzez wystawianie faktur poświadczających wykonanie fikcyjnych usług na łączną kwotę ponad 14,5 mln zł. Śledztwo zostało zainicjowane m.in. zawiadomieniami złożonymi przez Szefa Krajowej Administracji Skarbowej oraz Naczelnika Urzędu Skarbowego w Legionowie (...) Wśród kilkudziesięciu osób biorących udział w procederze znalazły się również osoby publicznie znane, w tym przedstawiciele świata show biznesu. Aktualnie są wykonywane z tymi osobami czynności procesowe w postaci ogłaszania postanowień o przedstawieniu zarzutów. Do czasu wykonania czynności z udziałem wezwanych osób, Prokuratura Regionalna w Warszawie nie będzie informowała o szczegółach zarzutów, jak również kogo one dotyczą.

Skandale z udziałem Jana B. z Lady Pank

Jan B. to naczelny skandalista polskiego show-biznesu. Swoją przygodę z prawem zaczął jeszcze w latach 80-tych. 1 czerwca 1986 roku we Wrocławiu, nietrzeźwy lider grupy Lady Pank rozebrał się od pasa w dół prezentując swoje przyrodzenie. Wydarzenie to uważane jest za jeden z największych skandali muzycznych PRL. Jak wyglądała cała sytuacja? Zarząd Wojewódzki ZSMP zorganizował na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu wojewódzkie Święto Młodości. Jan B. obnażył się przed publicznością. Koncert przerwano, a nietrzeźwego muzyka zabrała milicja. Z powodu afery Andrzej Mogielnicki zakończył współpracę z Lady Pank, a decyzją władz Lady Pank zawieszono na 3 miesiące. Jana B. skazano na 3 miesiące aresztu. W wyniku amnestii trafił na leczenie w Instytucie Psycho-Neurologicznym.

1 maja 2004 roku zespół Lady Pank zagrał koncert w Sulęcinie z okazji wejścia Polski do Unii Europejskiej. Tak wydarzenie wspomina Edward Koblenc, wiceburmistrz Sulęcina: - Zespół na scenę wtoczył się kompletnie pijany. Chwilę potem usłyszeliśmy, że wszyscy emeryci w garniturach mają wypier... B. powtórzył to dwukrotnie, grożąc, że inaczej nie rozpocznie koncertu. Wyszliśmy - mówił. Wśród osób, które wyszły byli przedstawiciele miast partnerskich Sulęcina z Niemiec i Francji, wicewojewoda lubuski, generałowie z okolicznych jednostek wojskowych. 

Kilka lat później Jan B. udzielił szokującego wywiadu Michałowi Figurskiemu. "Wciągam nosem" - powiedział wprost w audycji. Jan B. wyznał też, że nie stroni od alkoholu, przyznał też, że jeździ motorem bez prawa jazda.

Jan B. opuszcza prokuraturę
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE