Spis treści
Życie prywatne osób publicznych, zwłaszcza tych wywodzących się z tak znamienitych rodów jak Lubomirscy, od zawsze budziło ogromne zainteresowanie. W przypadku Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego i jego żony, Heleny Mańkowskiej, zainteresowanie to jest spotęgowane przez ich aktywną obecność w mediach, działalność społeczną i biznesową, a także świadome odwoływanie się do tradycji i dziedzictwa. W obliczu rosnącej ciekawości, arystokrata zdecydował się na szczere opowiedzenie o swoim życiu.
Jan Lubomirski-Lanckoroński to "polski książę". Często budzi emocje
Choć po odzyskaniu niepodległości wszelkie tytuły szlacheckie zostały oficjalnie zniesione w polskim prawie, zwyczajowo do dziś kilka znamienitych rodów w Polsce określa się mianem swoistej arystokracji. Przedstawicielem jednej z takich właśnie rodzin, ważnych w historii naszego kraju, jest Jan Lubomirski-Lanckoroński. 48-letni "polski książę" od czasu do czasu budzi wielkie emocje w mediach. W minionych miesiącach głośno było o jego wsparciu dla Jerzego Owsiaka czy też o historii pieśni "Bóg się rodzi", którą nazwał "domową, prywatną kolędą", ponieważ powstała u schyłku XVIII wieku dla Izabeli Lubomirskiej. Ostatnio emocjonujący media arystokrata udzielił długiego wywiadu w programie "Lustra". Jak w nim przypomniał, jest daleko spokrewniony ze swoją aktualną żoną, hrabianką Heleną Mańkowską.
"95% moich krewnych żeni się z krewnymi" - skwitował wprost.
Arystokrata o tym, jak wychować dzieci. Swoim zostawi fortunę?
Wśród licznych wątków dotyczących finansów, elit czy kontaktów z rodziną królewską w Wielkiej Brytanii, Jan Lubomirski-Lanckoroński odniósł się także do kwestii wychowania przyszłych pokoleń. Sam jest ojcem trojga dzieci, w tym dwojga ze związku z byłą żoną, Dominiką Kulczyk. Jak przyznał, wraz z ex-partnerką miał podobne nastawienie do rodzicielstwa i chciał, aby w przyszłości dzieci rozsądnie dysponowały ogromnymi finansami zarówno po stronie jego rodziny, jak i po stronie znanej rodziny Kulczyków. Książę nie jest też zwolennikiem zupełnego odcinania potomków od rodzinnej fortuny.
"Nie doprowadzić do tego, co niestety bardzo często się dzieje w rodzinach właśnie posiadających duży kapitał, że pierwsze pokolenie zarabia, drugie pokolenie jakoś tam funkcjonuje, a trzecie pokolenie - bankrutuje na przykład albo wydaje wszystko. [...] Ja nie jestem takim ekstremistą, jak słyszę, jak ci najbogatsi opowiadają, że nic dzieciom nie dadzą i tak dalej. Bzdura kompletna, zresztą uważałbym to za najbardziej idiotyczną rzecz, jaką by można zrobić w życiu" - powiedział.