Michał Urbaniak mówił otwarcie o wierze, a pożegnano go świecką ceremonią. Te słowa wiele tłumaczą

2026-01-08 16:20

Świecki charakter pogrzebu Michała Urbaniaka dla części żałobników był zaskoczeniem. Tym bardziej że sam muzyk w wywiadach nie unikał rozmów o wierze – mówił wprost, że jest katolikiem, a jednocześnie przyznawał się do fascynacji buddyzmem. Jednak w jego przypadku brak religijnego rytuału na ostatniej drodze wcale nie był sprzecznością. Był konsekwencją życia przeżytego dokładnie tak, jak chciał – poza schematami.

Świeckie pożegnanie mistrza

Michał Urbaniak został pożegnany podczas świeckiej ceremonii. Nie było mszy ani religijnego obrządku – zamiast tego wybrzmiały słowa, wspomnienia i muzyczne historie. Dla wielu była to najbardziej naturalna forma pożegnania artysty, który przez całe życie wymykał się definicjom i nie pozwalał się zamknąć w jednej szufladzie. Choć dla części obserwatorów świecki pogrzeb mógł wydawać się zaskakujący, sam Urbaniak wielokrotnie dawał do zrozumienia, że wolność wyboru – także w sprawach światopoglądowych – była dla niego kluczowa. W rozmowie z "Playboyem" muzyk mówił jasno:

Jestem umiarkowanym, nieprzesadnym katolikiem.

Nie była to jednak deklaracja ortodoksyjna ani oparta na instytucjonalnym podejściu do religii. Urbaniak nie ukrywał, że bardziej niż dogmaty liczy się dla niego osobista droga, refleksja i wewnętrzna uczciwość wobec samego siebie.

W tym samym wywiadzie dodawał coś, co najlepiej oddaje jego sposób myślenia:

Byłem też buddystą – to fantastyczna religia, w której nie ma nakazów i zakazów. Odpowiada mi to, bo jestem totalnym wolnościowcem.

Te słowa wiele tłumaczą. Urbaniak nie traktował duchowości jako systemu zakazów, lecz jako przestrzeń do oddychania, zadawania pytań i szukania sensu – bez przymusu i bez deklaracji "na zawsze".

Życie bez jednego klucza

Dla Michała Urbaniaka sprzeczności były czymś naturalnym. Łączył jazz z muzyka tradycyjną, Polskę z Ameryką, dyscyplinę z improwizacją. Podobnie było z wiarą – nie wybierał jednej drogi na wyłączność, nie potrzebował też formalnego potwierdzenia swoich przekonań w postaci rytuałów.

Świecki pogrzeb nie był więc zaprzeczeniem jego słów o katolicyzmie czy buddyzmie. Był raczej ich dopełnieniem – wyrazem niezależności i prawa do decydowania o sobie do samego końca. Urbaniaka żegnał świat muzyki, przyjaciele i bliscy – bez religijnej oprawy, ale z ogromnym szacunkiem. Tak jak żył: po swojemu, z dystansem do form i z głębokim przekonaniem, że najważniejsze jest to, co autentyczne.

I właśnie dlatego jego ostatnie pożegnanie było świeckie – bo było najbardziej jego.

Tak wyglądał pogrzeb Michała Urbaniaka. Poruszające sceny

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki