Krzysztof Kiersznowski: Z wojska chciałem uciec do Ameryki

2010-08-17 13:25

Nie lubił się uczyć. Ze strachu przed niezdaną maturą uciekł do wojska. A potem po wojsku chciał uciekać do Stanów Zjednoczonych. Tylko "Super Expressowi" Krzysztof Kiersznowski (60 l.) znany z serialu "Barwy szczęścia" opowiada swoją prawdziwą historię życia.

Nie byłem zbyt dobrym uczniem. Maturę zrobiłem dopiero za drugim podejściem. Pamiętam, że jedynie z historii dostawałem piątki. Jedną z nich dostałem z klasówki z wojen perskich. Gdy drugi raz pisałem próbną maturę, przestraszyłem się, że jej nie zdam i uciekłem do wojska. Okazało się, że jednak zdałem. Z polskiego, którego bałem się najbardziej, dostałem trzy z dwoma minusami. Poinformowała mnie o tym koleżanka.

Jakie były moje początki w wojsku? Dosyć trudne. Komuś, kto jeszcze w poniedziałek siedział w szkolnej ławce, a już w czwartek służył w wojsku, trudno było zrozumieć, dlaczego trzeba biegać, a nie iść, mówić głośno, a nie po cichu. Przez pierwsze tygodnie strasznie się z tego śmiałem. Ale nie dlatego, że mnie to śmieszyło. To była taka moja reakcja obronna. Przez to moje zachowanie kaprale wciąż na mnie krzyczeli. Lekko nie było, chciano mnie nawet przenieść do jednostki karnej, ale potem sytuacja się unormowała. Na szczęście pomógł mi ojciec mojego kolegi Andrzeja. Dzięki niemu skierowano mnie do jednostki w Warszawie.

Wyszedłem nawet z wojska w stopniu kaprala. Miałem być wyżej awansowany, ale w tamtych czasach chciałem wyjechać do Ameryki, do wujka. Dowiedziałem się, że po awansie będę musiał siedem lat być w służbie i nie wyjeżdżać z Polski. Dlatego razem z jednym z kolegów poszliśmy na tzw. lewiznę, czyli po prostu specjalnie uciekliśmy przez płot. Rano nie stawiliśmy się na zbiórce, zostaliśmy ukarani i dzięki temu nas nie awansowano. Myślałem, że pobędę w Polsce rok, może dwa i wyjadę za ocean. Plany się jednak zmieniły - wyjechałem, ale do łódzkiej filmówki. I tak już zostało.

Aktorstwo to był tak naprawdę pomysł mojej matki, która od dziecka chciała być aktorką. Miała zbiór zeszytów ze zdjęciami gwiazd, a filmy to była jej wielka pasja. Być może jestem klasycznym przykładem przenoszenia na dzieci swoich niespełnionych marzeń. Bo ja w dzieciństwie chciałem być nauczycielem, lekarzem, milicjantem albo wojskowym. Aktorstwo przyszło samo z siebie.

Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE