Szymon Majewski ostro o słowach Edwarda Miszczaka. Wyjawił kulisy głośnego zwolnienia z TVN

2026-04-17 11:08

Szymon Majewski stanowczo zareagował na niedawny wywiad Edwarda Miszczaka u Żurnalisty. W swoim najnowszym podcaście słynny showman zdradził prawdziwe powody rozstania ze stacją TVN. Prezenter zaprzeczył słowom byłego dyrektora i wyjaśnił, że zwolnienie odbyło się bezprawnie, a wieloletni proces sądowy był dla niego wycieńczający.

Głośny wywiad Edwarda Miszczaka

Głośna rozmowa Żurnalisty z obecnym dyrektorem programowym Polsatu odbiła się szerokim echem w mediach. Edward Miszczak w trakcie wywiadu chętnie wspominał czasy swojej pracy na Wiertniczej. Jednym z poruszonych wątków była telewizyjna kariera Szymona Majewskiego, który przez lata prowadził w TVN własny program satyryczny. Zapytany wprost o rzekome zniszczenie dawnego gwiazdora, były szef stacji stwierdził jednoznacznie:

"Tak, dzięki mnie wygrał proces z TVN-em i zarobił bańkę. (...) On się sam zniszczył. W tym sensie, że w pewnym momencie przyjął reklamę PKO BP. Nigdy nie dostał tych pieniędzy. To jest taki bank, że różne funkcje pełnią różni ludzie. Tam rządził reklamą SLD, a PiS zarządzało bankiem. W sądzie po roku wygrał bańkę [za to], że go źle zwolniliśmy."

Szymon Majewski obala twierdzenia byłego dyrektora

Na odpowiedź dawnego podwładnego nie trzeba było długo czekać, a prezenter odniósł się do sprawy za pośrednictwem swojego podcastu "Proszę ja ciebie". Komik z dozą ironii zapowiedział, że zamierza odświeżyć pamięć byłemu przełożonemu, zwłaszcza w kwestii feralnego kontraktu reklamowego, który miał być rzekomą przyczyną jego medialnego upadku. Szymon Majewski podkreślił, że wszystkie działania biznesowe konsultował z władzami telewizji, a sama stacja zarobiła na emisji spotów z jego udziałem.

"Otóż pierwsza rzecz, którą zrobiłem, jak dostałem propozycję zareklamowania wielkiego banku, zgłosiłem się do was z zapytaniem o zgodę i Edwardzie drogi, tę zgodę od was otrzymałem. Skończmy już z tymi dywagacjami. To było długo omawiane, długo dyskutowane, zgoda została mi udzielona. (...) Chcę również powiedzieć, bo pokazywano mi potem, kto był głównym beneficjentem tych reklam, mianowicie telewizja TVN. Siłą rzeczy najwięcej spotów było wykupionych właśnie w stacji, w której ja się pojawiałem. Było to logiczne - powiedział."

W dalszej części swojej wypowiedzi znany satyryk kategorycznie zaprzeczył rewelacjom o rzekomym braku honorarium za kampanię bankową. Wyjaśnił, że wieloletnia współpraca wiązała się z konkretnymi przelewami na jego konto, a instytucja finansowa wywiązała się ze wszystkich zobowiązań.

"Przecież ja te reklamy robiłem przez cztery, pięć lat. Myślisz naprawdę, że nie dostałem za to wynagrodzenia? Nie chcę wchodzić w kwestie wysokości tego wynagrodzenia, bo wiem, że tam narosło mnóstwo legend. (...) Oni wywiązali się ze swojej umowy - podkreślił."

Kulisy zwolnienia Szymona Majewskiego z TVN

Twórca kultowych programów rozrywkowych zdradził również dokładne okoliczności rozstania z telewizją na Wiertniczej, nazywając całą procedurę całkowicie bezprawną. Z relacji dziennikarza wynika, że otrzymał oficjalne pismo o rozwiązaniu kontraktu z powodu rzekomej nieobecności na planie "Dzień Dobry TVN". Problem polegał na tym, że nikt wcześniej nie poinformował go o takim obowiązku wobec porannego pasma.

"Nie wiem, którego to było, któregoś września dostaję pismo od was z informacją, że nie stawiłem się 1 września do pracy, w związku z tym kontrakt zostaje zerwany, grożą mi konsekwencje związane z tym, że nie pojawiłem się 1 września w pracy, w "Dzień Dobry TVN". (...) Wszystko super, tylko że ja nie wiedziałem, że mam się pojawić 1 września w pracy. Nie było jednego pisma na ten temat. (...) Tam jest jeszcze groźba kary finansowej, ponieważ nie stawiłem się do pracy 1 września. (...) Zerwano kontrakt jak najbardziej nieprawnie, ponieważ wymyślono sytuację, w której to niby miałem się pojawić 1 września w pracy, nikt o tym nie wiedział - podkreślił."

Walka o sprawiedliwość na sali sądowej zajęła telewizyjnemu gwiazdorowi aż pięć lat. Dla prezentera był to niezwykle trudny okres, ponieważ przez cały czas obowiązywał go rygorystyczny zakaz konkurencji, uniemożliwiający podjęcie jakichkolwiek nowych wyzwań zawodowych i dołączenie do innego nadawcy.

"Pierwszą rozprawę, jak wiesz, wygrałem z kretesem, nawet w ogóle sędzia nie chciał słuchać stron, ponieważ było to tak ewidentne. No ale okazało się, że zadziało się to za szybko, odwołaliście się, no i proces trwał pięć lat. Pięć dla mnie naprawdę bardzo, Edwardzie, trudnych lat, bo jak wiesz, miałem też zakaz konkurencji. Ja musiałem działać, jakby ten kontrakt był cały czas, w związku z tym nie miałem szansy na pójście gdziekolwiek indziej. "

W podsumowaniu swojego nagrania showman odniósł się bezpośrednio do słów o milionowej rekompensacie, którą rzekomo zawdzięcza byłemu dyrektorowi. Szymon Majewski jasno stwierdził, że wielka kwota to wyłącznie efekt wygranego procesu i należność wywalczona przed sądem, a nie charytatywny gest ze strony dawnego pracodawcy.

"Edwardzie drogi, nie było tak, że dzięki tobie zarobiłem bańkę, tylko po prostu wywalczyłem po pięcioletnim procesie należne mi pieniądze plus odsetki. (...) Nie było to tak, że dzięki tobie zarobiłem, ja po prostu to wywalczyłem. "

Ostatecznie satyryk stanowczo odciął się od teorii, jakoby jego kariera została zrujnowana przez jeden błąd. Wskazał jasno, że choć pozbawiono go miejsca na antenie, nikt nie mógł zabrać mu zdolności i kreatywności. Prezenter wciąż prężnie rozwija swoje projekty i przypomina, że to właśnie osobowości telewizyjne budują rynkową pozycję stacji, a nie na odwrót.

Wielka sensacja! Edward Miszczak o konflikcie z Hubertem Urbańskim: Nie przepadamy za sobą

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki