„Dużo jest tu Polaków?”, pytał Adam Feder ludzi, którzy mieszkają na ulicy w okolicach Dworca Zoo w Berlinie. „Ojoj! Bardzo dużo”, przekonywał młody chłopak, który żyje tak od początku tego roku. Mówi, że przyjechał do Berlina z Warszawy, żeby odciąć się od złego towarzystwa. Wciąż szuka pracy, ale ktoś ukradł mu dokumenty, więc o pracę jest trudno. Przyjechałem miesiąc przed wybuchem stanu wojennego. Naprawiałem fortepiany i sam grałem na akordeonie!”, mówił Pan Stanisław, który spędza czas z Polakami na ulicy, ale ma swój ciepły kąt w niemieckim odpowiedniku Domu Opieki Społecznej. „Mam syna. Nawet nie wiem jak go znaleźć. Ze trzydzieści lat będzie, jak go nie widzę. Nawet nie wiem gdzie go szukać”, mówił ze łzami w oczach. Panem Stanisławem opiekuje się na ulicy dwóch braci, którzy kilkanaście lat temu przyjechali do Berlina z Nowego Sącza. „Łososia pierwszy raz w życiu jadłem w niemieckim więzieniu, bo w Polsce mnie nie było stać na łososia”, zachwalał jeden z nich warunki niemieckich zakładach karnych. „Polacy jak przyjeżdżali z Polski i trafiali tu do więzienia, to mi mówili, że wolą tu siedzieć w więzieniu, niż w Polsce normalnie pracować i mieszkać”, relacjonował. Obejrzyjcie najnowsze Komentery z Berlina!
Bezdomni Polacy w Berlinie. Chciałbym jeszcze zobaczyć syna...
2026-09-10
20:56
Można ich spotkać na ulicach Berlina, w parkach, przed dworcami i w miejscach, gdzie można schronić się przed zimnem. Streetworkerzy liczą, że w samej tylko stolicy Niemiec mieszka około 5 tysięcy bezdomnych Polaków. Adam Feder pojechał z mikrofonem i kamerą m.in. w okolice słynnego Dworca Zoo. Rozmawiał z Polakami, którzy z różnych powodów znaleźli się w kryzysie bezdomności. Opowiedzieli mu o swoim życiu na ulicy, o tym, co doprowadziło ich do tego miejsca i za czym najbardziej tęsknią.
BEZDOMNI POLACY W BERLINIE. „CHCIAŁBYM JESZCZE ZOBACZYĆ SYNA…” | KOMENTERY