„Przyszłam, bo nie mam nic w domu” – mówiła kobieta, którą Adam Feder spotkał przed jadłodajnią Caritasu przy ulicy Grochowskiej w Warszawie. Gdy reporter zapytał o wysokość emerytury, seniorka nie kryła rozgoryczenia. „ Mam za mało. Tylko się męczę, bo muszę jakoś żyć”.
„Tyle lat pracowałam, a mam 1100 zł emerytury” – żaliła się kolejna emerytka. „Złodziej na złodzieju, złodziejem pogania” – gniewała się seniorka, która musi dorabiać do marnego świadczenia, stojąc przed bazarem Szembeka w Warszawie i handlując ubraniami.
Inna kobieta miała apel do rządzących. „Niech oni, kurna, przejdą na umowy zlecenie i niech pracują na tych naszych warunkach. Niech oni mają takie umowy jak my” – mówiła wzburzona. Jak przyznała, sama latami pracowała na śmieciówkach. „Niestety do emerytury mi tego nie doliczyli” – tłumaczyła.
„Jakoś trzeba sobie radzić. Makaron się dostaje, jakąś puszkę i zawsze te parę groszy... jakoś dożyje się. Żyje się z tym...” – skwitowała gorzko kolejna seniorka, którą Adam Feder spotkał w kolejce do jadłodajni Caritasu. Obejrzyjcie najnowsze Komentery!