Nie nadążamy leczyć chorych na COVID. Przerażające słowa lekarza. Co dalej?

koronawirus
Autor: pixabay.com Mało testów, mało zakażeń

- Opieka zdrowotna już padła. Brakuje tlenu, brakuje kadry, brakuje łóżek, brakuje respiratorów. Musimy podejmować decyzje ratujące życie i brak miejsc w szpitalach powoduje, że są one dramatyczne, tragiczne, trudne i obciążające - mówi "SE" prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, prof. Andrzej Matyja. - - Złośliwość wirusa jest zdecydowanie większa, szybciej dochodzi do zakażenia, szybciej dochodzi do niewydolności oddechowej. Co gorsza widzimy, że średnia wieku pacjentów jest coraz niższa, trafiają do nas coraz młodsi pacjenci. I przebieg choroby jest tak dramatyczny, że my czasami nie jesteśmy w stanie włączyć właściwego leczenia - dodaje gość programu "Super Raport" i zaznacza, że już nigdy nie wrócimy do życia sprzed pandemii.

Kamila Biedrzycka: Przyjmuje pan przeprosiny premiera Morawieckiego, który przyznał, że odwoływanie pandemii latem było niepotrzebne?

prof. Andrzej Matyja: Jasne. Takie słowa należały się nie tylko lekarzom, ale całemu społeczeństwu, każdej Polce i każdemu Polakowi. Wtedy te słowa premier wypowiedział niepotrzebnie. Przeprosiny powinny paść wcześniej, ale dobrze, że w ogóle padły. Tak że zapomnijmy i walczmy dalej z epidemią, która niestety trwa i zbiera coraz większe żniwo.

- Gdyby rząd nie zajmował się latem odwoływaniem epidemii to bylibyśmy lepiej przygotowani do drugiej i trzeciej fali, a co za tym idzie nie byli dziś w tak trudnej sytuacji?

- Mieszanie zdrowia i polityki nigdy nikomu nie służy. Zwłaszcza pacjentom. Potrzebne jest wzajemne zaufanie między władzą a społeczeństwem, między władzą a personelem medycznym. Niestety – i mówię to z ogromną przykrością – tego zaufania nie ma i coraz bardziej nam się to wszystko rozjeżdża. Cały czas mamy jakiś konflikt. A przecież pandemia dotyka wszystkich. Umierają wszyscy, w tej chwili coraz młodsi. Dlatego dialog, a nawet krytyka powinna być przez rządzących przyjmowana i być impulsem do naprawy zaniechanych działań i złych decyzji. Niestety tak nie jest. Dialogu nie ma, albo jest sporadyczny. W ten sposób z epidemią nie wygramy.

Prof. Andrzej Matyja: Szczepmy wszystkich chętnych [Super Raport]

- I kolejny kamyczek do ogródka, czyli sytuacja w Rzeszowie. Bez rejestracji, zapisów czy kolejki szczepili się nawet 20-latkowie…

- ...żadna pandemia, żadna dotycząca nas wszystkich trudna sytuacja zdrowotna, nie powinna służyć polityce i do wykreowania jakiegoś kandydata. Nie powinniśmy przekładać zdrowia obywateli na politykę. A jeśli chodzi o szczepienia, to powinniśmy szczepić jak najszybciej i jak najszerzej. Nowa mutacja wirusa atakuje wszystkich. Pierwszeństwo oczywiście muszą mieć pacjenci z chorobami współistniejącymi, ale chyba nadszedł już czas na bardziej elastyczne podchodzenie do szczepień. Szczepionek będzie więcej, może więc warto szczepić każdego chętnego.

- Czyli tzw. uwolnić rejestrację dla wszystkich?

- W tej chwili chorują wszyscy. Umierają coraz młodsi. Ratujmy wszystkich, którzy są chętni do szczepienia. A drugi element to testowanie – nie rozumiem uporu dlaczego nadal skierowanie na testy może wydawać tylko lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. Każdy lekarz w tym kraju powinien mieć taką możliwość – wtedy przyspieszymy identyfikację zwłaszcza tych chorych bezobjawowo.

- Spodziewa się pan teraz, po świętach Wielkanocnych, zwiększonej liczby zakażeń?

- Pewnie tak. Ale ja coraz bardziej się boję liczby hospitalizacji, zajętych łóżek i zajętych respiratorów. Dla nas lekarzy to jest najbardziej dramatyczna sytuacja. My jesteśmy w tej chwili jak na polu walki – musimy patrzeć komu jesteśmy w stanie udzielić pomocy, a komu nie. Poza tym walka z COVID zostawiła w tyle pozostałych pacjentów, dla których długoterminowe konsekwencje mogą być bardziej tragiczne niż te wynikające z epidemii.

- Stają państwo już przed dylematem komu podłączyć respirator a komu nie, bo jeden ma większe szanse na przeżycie, a drugi mniejsze?

- Opieka zdrowotna już padła. Brakuje tlenu, brakuje kadry, brakuje łóżek, brakuje respiratorów. Musimy podejmować decyzje ratujące życie i brak miejsc w szpitalach powoduje, że są one dramatyczne, tragiczne, trudne i obciążające przede wszystkim psychicznie. Taki zawód…

- Tak ogromna liczba zgonów to efekt braków, o których pan mówi czy coraz większej zjadliwości wirusa?

- Złośliwość wirusa jest zdecydowanie większa, szybciej dochodzi do zakażenia, szybciej dochodzi do niewydolności oddechowej. Co gorsza widzimy, że średnia wieku pacjentów jest coraz niższa, trafiają do nas coraz młodsi pacjenci. I przebieg choroby jest tak dramatyczny, że my czasami nie jesteśmy w stanie włączyć właściwego leczenia. To chorzy poniżej 60. roku życia! To jest tragedia. Takiej liczby zgonów nie widziałem w swojej ponad 40-letniej karierze zawodowej.

- Jakie są perspektywy?

- Trudno mi o tym mówić, ale musimy się przyzwyczaić do życia z wirusem. To, jak żyliśmy przed pandemią, już nie wróci.

Komentarze
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE
Najnowsze