Andrzej Ż. z BIEDY PODPALIŁ SIĘ przed Kancelarią Premiera. Zostawił LIST do Donalda Tuska: Życzę dobrego samopoczucia

2011-09-24 8:00 BF|GB|HD|ŁUW|SR

Desperacka próba samobójcza pod biurem premiera. Tuż przed południem, w samym centrum stolicy, naprzeciwko budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Andrzej Ż. (49 l.) oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił. Dlaczego zdecydował się na tak desperacki krok? Zostawił list do premiera, napisał w nim o złamanym życiu, biedzie i braku perspektyw.

"Pozdrawiam Pana, Panie Premierze i życzę dobrego samopoczucia. Niech Pan wyjaśni mojej żonie i dzieciom, dlaczego nie mają już ojca" - tymi słowami zwracał się Andrzej Ż. (49 l.) do Donalda Tuska (54 l.). Mężczyzna wczoraj o 11.20 stanął naprzeciwko Kancelarii Premiera w Al. Ujazdowskich. Wyjął 3 butelki z rozpuszczalnikiem i wylał je na siebie.

Z kieszeni wyciągnął paczkę zapałek, potarł jedną z nich i w tej samej chwili stanął w płomieniach. Nie krzyczał. Najpierw stał przez chwilę, ale kiedy płomienie zaczęły ogarniać okolice jego brzucha, nie wytrzymał - upadł na chodnik i zaczął się po nim rzucać, jakby chciał ugasić ogień.

W tym czasie funkcjonariusz BOR, który pełnił służbę w budce przed Kancelarią Premiera, biegł już do mężczyzny. Zdążył wezwać pomoc przez radio i to on jako pierwszy gasił płonącego desperata. Kilkanaście sekund później dołączyli do niego kolejni funkcjonariusze.

- Sztuczna odzież, którą miał na sobie mężczyzna, zaczęła się topić, rzucał się po ziemi, jakby sam chciał ugasić płomienie - opowiada nam oficer BOR, który gasił desperata. Po pięciu minutach pojawiła się karetka pogotowia, policja i straż pożarna, a pracownikom BOR-u udało się ugasić ogień. - Co dziwne, ten człowiek był przytomny, ale ból uniemożliwił mu komunikowanie się z nami. Dopiero gdy zaczął dochodzić do siebie, powiedział, że ma list do premiera - dodaje oficer BOR.

Mężczyzna trafił do szpitala przy ul. Szaserów. Wiadomo, że ma poparzenia pierwszego i drugiego stopnia - głównie dolnych części ciała i dróg oddechowych. Jego stan jest ciężki, ale życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Premier Tusk zapowiedział, że będzie chciał spotkać się z Andrzejem Ż., jak tylko jego stan będzie na to pozwalał.

Desperat targnął się na własne życie, bo nie potrafił poradzić sobie z problemami finansowymi. Pracował wcześniej w Centralnym Biurze Śledczym. Potem w jednym z urzędów skarbowych, gdzie - jak twierdzi - odkrył poważne nieprawidłowości. Aferą starał się zainteresować kogo się da - Ministerstwo Finansów, premiera, minister ds. walki z korupcją Julię Piterę (58 l.), ale i liderów opozycji Jarosława Kaczyńskiego (62 l.) i Grzegorza Napieralskiego (37 l.). Żaden z nich - jak zauważa desperat - nie zrobił nic w tej sprawie. A sam pan Andrzej Ż. stracił pracę w urzędzie. Ostatnio był ochroniarzem.

List do żony

(...)Moja kochana żono przez 3 lata starałem się zapewnić Tobie i dzieciom normalne życie, wierząc, że państwo nie będzie chronić przestępców tym samym poświęcając wolnych obywateli...

(...)Pisałem do Napieralskiego i Kaczora, ale oni mają to gdzieś. Napieralski zainteresował się przez chwilę, a Kaczor woli walczyć o pamięć zmarłych niż o żywych i o prawo w tym kraju...

(...)Wysłałem Ci wszystkie pieniądze, a w testamencie zapisałem Tobie i dzieciom wszystko, co jeszcze miałem...

List do premiera

Otacza się pan grupą kłamców i hipokrytów którzy skutecznie zniszczyli moje życie i spokój mojej rodziny. Pozbawili moją żonę męża, a moich małoletnich synków ojca. (…) urzędnicy w perfidny, a zarazem perfekcyjny sposób zatuszowywali sprawę przestępczej działalności jednego z warszawskich Urzędów Skarbowych, którą ujawniłem im początkiem 2008 r., gdyż nie chciałem i nie mogłem brać czynnego udziału w takich działaniach. (...) Efektem było zatuszowanie całej sprawy i wyrzucenie mnie z pracy oraz skuteczne zablokowanie mi możliwości znalezienia pracy w administracji.

(...) zapewniał Pan, że nie ma w Polsce miejsca w podległej Panu administracji publicznej dla osób, które łamią prawo (…) w rzeczywistości nie ma w niej miejsca dla osób, które nie chcą łamać prawa i mają odwagę się temu przeciwstawić. (...) Nie mogę nadal uwierzyć, że to mnie zniszczono życie.

(...) Mam do Pana prośbę, niech (...) wyjaśni Pan mojej żonie i dzieciom (…) dlaczego nie mają już ojca, i powie im, patrząc przy tym głęboko w oczy, że jest to moja wina, a wy zrobiliście wszystko dobrze.

(...) ja przegrałem z podległymi Panu urzędnikami, którzy stworzyli system pozwalający im na swobodne i bezkarne łamanie prawa. Może przynajmniej zapłacicie za mój skromny pogrzeb, ale gdyby nie, to przecież przez lata ciężkiej służby dla tego kraju niczym się nie zasłużyłem.

(...) My po prostu nie mamy już z czego żyć, gdyż Komornik zajął moje konto. Nie mam nawet na przejazd do żony i dzieci, a miałem być po nich w piątek (...) a następne wrócić z nimi do domu.

Donald Tusk odwiedził niedoszłego samobójcę, który podpalił się pod Kancelarią Premiera

Wizyta trwała kilka minut, szef rządu zapoznał się ze stanem zdrowia popażonego a także porozmawiał z lekarzami.