Kiedy Przemysław G. rozstał się z Magdaleną W. (20 l.), kobieta szybko sprowadziła do domu kochanka - Patryka K. Sama chętnie i często imprezowała, synka zostawiała wtedy pod jego "opieką". A ten wyżywał się na chłopczyku. Matka musiała o tym wiedzieć, bo ciało Marcelka pokrywały siniaki. Nie reagowała jednak. Jak już pisaliśmy, przed miesiącem doszło do tragedii. Patryk K. pobił dziecko, zadał mu kilka silnych ciosów w główkę, rzucił nim o podłogę. Chłopczyk zapadł w śpiączkę, a w sobotę zmarł.
- Nie mogę spać. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Kochałem synka. Dzwoniłem do niego, kiedy mogłem. Gdybym go odwiedzał, pewnie bym zobaczył te siniaki. Zabrał za sobą. Marcelek nie zasłużył na śmierć - mówi Przemysław G.
Patryk K. przyznał się do bicia chłopca. Na razie śledczy zarzucają mu spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu dziecka. Prokuratura zastanawia się jednak nad zmianą kwalifikacji czynu i postawieniem mu zarzutu zabójstwa.
- Nie wiem, co bym mu zrobił, gdybym go spotkał. Tylko bezsilnie zaciskam pięści. Wiem, że od wymierzania sprawiedliwości są sądy... Mam żal do Magdy. Co to za matka, która nie broni dzieci? Ale sam też mam wyrzuty sumienia. Boże, wybacz mi! Marcelku, wybacz mi... - Przemysław G. bije się w pierś.
Zobacz: Włocławek. Marcelek, którego SKATOWAŁ konkubent matki, NIE ŻYJE. Chłopczyk umierał w męczarniach
Zapisz się: Codziennie wiadomości Super Expressu na e-mail