Boss mafii przed sądem

2017-04-14 4:00

Nazywali go grabarzem z Konstancina. Rafał B. (42 l.) "Bukaciak" z zimną krwią wykańczał konkurencyjne bandy, a ofiary zakopywał w lesie. Wczoraj stanął przed sądem. Grozi mu dożywocie.

Prokurator przedstawił wczoraj "Bukaciakowi" 22 zarzuty. M.in. kierowania zorganizowaną grupą konstancińską w latach 2010-2013. Rafał B. przemycał narkotyki i wymuszał haracze. W 2012 roku dwukrotnie strzelił w głowę Grzegorzowi P. ps. Pekin, który za dużo wiedział i działał bossowi na nerwy. Jego ciało zakopał w lesie w Dębówce. Udało się go o to oskarżyć dzięki skruszonemu wspólnikowi, Łukaszowi A. (35 l.).

Rafał B. ma także zarzuty za podżeganie do dwóch zabójstw i nieudaną próbę kolejnego. Oraz za to, że w lutym 2002 roku zatłukł szpadlem "Pająka" z konkurencyjnej grupy "Mutantów" oraz za pomoc w porwaniu "Maksa" i "Postka" z tej samej bandy, których ciała wykopano po 12 latach.

Po zatrzymaniu w 2013 roku "Bukaciak" milczał, ale po oskarżeniach byłych kumpli sam zaczął sypać. M.in. na "Wojtasa", "Ternita" i "Szkatułę". Rafał B. dziś w niczym nie przypomina mafijnego bossa. Jego obrońca wnosił wczoraj o wyłączenie jawności procesu. - Oskarżony naraża siebie i rodzinę na reakcje osób, które są przez niego wskazane jako sprawcy najcięższych przestępstw - mówił. Ponoć gangsterzy wysyłali już pogróżki bliskim "Bukaciaka".

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki