58-latek z żoną i synem wybrali się do rodziny do Uniradza. Ilekroć tam zawitają, pan Jan „dopieszcza” swojego fiata 126p. Tym razem miał montować koło, po które poszedł na drugi koniec gospodarstwa. Przejście prowadziło przez sad. Na swej drodze zauważył drewnianą pytę, ale nie wiedział, że przykrywa ona starą studnię i lepiej na nią nie wchodzić. Gdy się zorientował, było już za późno. Wpadł do środka. Głęboka na 20 m studnia wypełniona była w 1/3 wodą i tylko dzięki temu mężczyzna przeżył upadek. Ale wyjść o własnych siłach nie był w stanie.
- Próbowałem się wdrapać po kamieniach, ale szło mi to z dużym trudem. Krzyczałem wniebogłosy i w końcu rodzina, która już mnie szukała, zorientowała się, gdzie jestem – opowiada. Już, już tracił przytomność, bo w studni brakowało powietrza, gdy na pomoc przybyło 19 strażaków.
- To była sprawna akcja. Ratownik wszedł do studni i asekurował mężczyznę obwiązanego liną, a ci, którzy zostali na górze, pilnowali, aby bezpiecznie go wyciągnąć – mówi Krzysztof Azierski, rzecznik kołobrzeskiej PSP.