Kariera Przemysława K. była krótka. Najpierw w majtkach na głowie napadł na jubilera przy pl. Dworcowym. Nożem sterroryzował ekspedientki i ukradł około 1 tys. zł z kasy. Dzień później znowu zamaskowany w bieliznę i uzbrojony wszedł do sklepu spożywczego. Zażądał pieniędzy. - Straszne chwile. Krzyczał spod maski, chciał pieniędzy. Bałyśmy się i otworzyłyśmy kasę - opisuje dramatyczne przeżycia Klaudia Jagiełło, jedna z napadniętych ekspedientek. Zabrał niespełna 200 zł i się ulotnił. Kolejny skok był pechowy. Celem Przemysława K. był znowu sklep spożywczy. Tym razem na głowie miał obciętą nogawkę od dresu, także z finezyjnie wyciętymi otworami na oczy. Właściwie sam skok się udał. Udało mu się wystraszyć personel i zagarnąć pieniądze z kasy. Ale został przyłapany po wyjściu na zewnątrz. - Ulicą wracało z pracy do domu policyjne małżeństwo. Zadzwoniło po wsparcie i zatrzymało podejrzanego. Nie stawiał oporu - mówi Agnieszka Żyłka, oficer prasowy zabrzańskiej Komendy Miejskiej Policji. Przemysław K. wpadł wraz z łupem, maską z nogawki i nożem. Został tymczasowo aresztowany. Grozi mu do 12 lat więzienia.
Bezdomny szukał noclegu i napadł lokatorkę
Małżeństwo kanibali. NOWE fakty. Przerażające zdjęcia
Ukrainiec ZARŻNĄŁ naszego bramkarza. "Mordercę dorwali w ostatniej chwili!"