Idziemy do celi

2004-03-23 1:00

Już dzisiaj, o godz. 10.00, do wielkiej symbolicznej celi przed Sejmem wejdą dziennikarze. Jako pierwsi: Mariusz Ziomecki, redaktor naczelny "Super Expressu" i Grzegorz Jankowski, szef "Faktu".

Po nich w ramach solidarności z Andrzejem Markiem, dziennikarzem "Wieści Polickich", da się uwięzić dziś jeszcze 15 sław dziennikarstwa.

Ale to dopiero początek akcji "Super Expressu". Zaplanowana jest na 3 dni. Od dzisiaj do środy między godz. 10 a 17 dziennikarze będą zmieniać się w celi co pół godziny. Jutro opublikujemy kolejne nazwiska dziennikarzy, którzy wejdą za kraty.

To ich protest przeciwko temu, co stało się w Szczecinie. Andrzej Marek został skazany przez tamtejszy sąd prawomocnym wyrokiem za to, że napisał nieprzychylny lokalnym władzom artykuł. Jutro ma zgłosić się do aresztu.

Andrzej Marek, być może ostatni, wolny weekend spędził pracowicie. W piątek zamknął wydanie "Wieści Polickich", w sobotę spotkał się z kilkoma osobami w związku z artykułami, jakie ukazały się w gazecie. W niedzielę udzielał wywiadów, a o godz. 14.00 udało mu się zasiąść do rodzinnego obiadu. - Teraz chciałbym trochę odpocząć, nacieszyć się domem - przyznał.

Jutro sąd będzie rozpatrywał jego odwołanie. Marek prosił w nim o odroczenie wyroku, bo razem z żoną spodziewają się dziecka, a ciąża żony jest zagrożona.

Ale nie wie, jaką decyzję podejmie sąd, a tego samego dnia ma stawić się w areszcie gotowy do odbycia kary. - Jestem przygotowany, że trafię do celi -Ępowiedział nam wczoraj Marek. Dodał: - Akcja moich kolegów jest budująca. Bardzo mnie ta dziennikarska solidarność cieszy.

Dlaczego zamykamy się w celi?

Nie możemy zgodzić się na kneblowanie ust dziennikarzom. Żyjemy w państwie prawa, w którym nie może być kar dla ludzi, którzy mówią prawdę i demaskują aferzystów. Bronimy demokratycznych zasad wolności słowa. Jak wyglądałoby nasze państwo, gdyby dziennikarze nie ujawnili niżej wymienionych afer? Oto kilka przykładów spraw ujawnionych przez dziennikarzy.

Afera z prokuratorem Jerzym Hopem

W kwietniu 2002 r. dziennikarze "Newsweeka" napisali, że prokurator Jerzy Hop, szef Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach, wydaje więcej niż zarabia, mieszka w luksusowym mieszkaniu w willowej dzielnicy Rybnika, jeździ luksusowymi samochodami. Ujawnili, że szef prokuratury apelacyjnej proponował śląskim przedsiębiorcom wpłaty na "artykuły biurowe dla prokuratury", za które faktury wystawiała nie działająca już firma ACS - w jej władzach zasiadali niegdyś członkowie rodziny prokuratora. Prokurator Jerzy Hop siedzi w areszcie, zarzuty postawione przez dziennikarzy "Newsweeka" potwierdziły się.

Afera starachowicka

4 lipca 2003 r. "Rzeczpospolita" poinformowała, że z policyjnego podsłuchu wynika, iż poseł SLD Andrzej Jagiełło zadzwonił do jednego ze starachowickich samorządowców i ostrzegł go przed planowaną akcją Centralnego Biura Śledczego. Jagiełło miał się powołać na informacje od wiceministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Sobotki, a przekazane mu przez posła Henryka Długosza. Starachowicki starosta i ówczesny wiceprzewodniczący rady (obaj z SLD) zostali zatrzymani w marcu przez Centralne Biuro Śledcze i aresztowani przez sąd. Akt oskarżenia przeciwko politykom trafił do sądu.

Bezbronne Okęcie

W Wigilię Bożego Narodzenia 2003 r. nasz reporter bez trudu wszedł na płytę warszawskiego lotniska, podszedł do przygotowanego do lotu samolotu i na silniku zostawił dużą "superexpressową" wizytówkę. Udowodniliśmy, że nikt nie pilnuje lotniska przed terrorystami. Po naszej akcji do ochrony samolotów i terminalu skierowano dodatkowe siły i zmobilizowano Straż Ochrony Lotniska.

Afera w Łódzkim pogotowiu

23 stycznia 2002 r. dziennikarze "Gazety Wyborczej" i Radia Łódź ujawnili, że część pracowników łódzkiego pogotowia ratunkowego mogła dla zysku uśmiercać pacjentów! Chodziło o sprzedaż ludzkich zwłok zakładom pogrzebowym. Sprawę wciąż bada Centralne Biuro Śledcze i Prokuratura Apelacyjna w Łodzi. Te makabryczne informacje potwierdziły się.

Odebranie trzynastek politykom

Dziennikarze "Faktu" od kilku miesięcy walczą o odebranie tzw. trzynastych pensji urzędnikom państwowym i posłom. Ich apel spotkał się z uznaniem społeczeństwa, a część zainteresowanych już zrzekła się dodatkowych pensji. Jeden z opozycyjnych klubów parlamentarnych przygotował projekt ustawy likwidującej trzynastki dla urzędników.

Spóźniona prośba posła

Jerzy Wenderlich, przewodniczący Sejmowej Komisji Kultury i Środków Masowego Przekazu skierował pismo do Grzegorza Kurczuka, ministra sprawiedliwości. "Próba osadzenia w areszcie pana redaktora Andrzeja Marka wydaje mi się tak bulwersująca, że postanowiłem zwrócić się do Pana Ministra z prośbą o podjęcie działań na rzecz zaniechania wykonania kary. Prawem dziennikarza jest opisywanie rzeczywistości. To dziennikarze wielekroć dzięki swojej dociekliwości doprowadzili do wskazania zjawisk, które psują państwo. To dziennikarzy właśnie powinien chronić immunitet, częściej niż polityków" - napisał Wenderlich.

Na pismo posła szybko zareagował minister Kurczuk, który określił je jako "przysłowiową musztardę po obiedzie". Minister zwrócił uwagę, że już 10 dni temu podjął wszelkie działania, by Andrzej Marek został ułaskawiony. - Szkoda, że "literat" Wenderlich tego nie wie, albo udaje, że nie wie - napisał minister w odpowiedzi na pismo.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki