"Kazał mi oje... ć pałę". Wstrząsająca relacja studentki z Łodzi. Sprawca zatrzymany! [AKTUALIZACJA]

2019-02-26 14:35

Studentka łódzkiej Szkoły Filmowej przeżyła horror, gdy w poniedziałek nad ranem wracała do akademika po transmisji z gali rozdania Oskarów. W samym centrum miasta została napadnięta przez bandytę, który próbował ją zgwałcić. Poszkodowana kobieta twierdzi, że żadna ze służb nie potrafiła jej udzielić pomocy. Dramatyczny opis z tych wstrząsających wydarzeń umieściła na swoim facebookowym profilu, dołączając do niego zdjęcie zapłakanej twarzy z widocznymi obrażeniami.

próba gwałtu, Łodź

i

Autor: facebook/ Archiwum prywatne

Pani Aleksandra pochodzi z Piotrkowa Trybunalskiego. W Łodzi studiuje w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera. Mieszka w akademiku.
W nocy z niedzieli na poniedziałek na uczelni razem z innymi studentami oglądała transmisję oskarowej gali. Po godzinie 5 rano postanowiła wrócić do akademika. Tego, co potem przeżyła nie zapomni do końca życia. Opisała to ze szczegółami na Facebooku:

„Zdarzenie miało miejsce w Łodzi w poniedziałek o godzinie ok 5:30 kiedy wracałam ze szkolnej transmisji Oskarów do akademika. Jest to trasa, która pokonuje codziennie. (…) Nie zauważyłam jak w ciągu kilkudziesięciu sekund podszedł do mnie mężczyzna, który krzyknął do mnie „o ty kurwo” i zaczął mnie szarpać. Pierwsza rekcją ucieczka - niestety udaremniona, widzę przejeżdzające auto to wyskakuje przed nie i zatrzymuje krzycząc pomocy bo już wiem, że coś jest nie tak. Samochód mnie mija, ot normalny łódzki incydent w poniedziałkowy poranek. Zaczynam krzyczeć i wtedy mężczyzna zaczyna do szarpania i ściskania dodaje okłady pięścią w twarz i głowę i informuje mnie, że mam mu cytuje „ojebać galę”. W życiu nie spotkało mnie coś równie obrzydliwego, coś na tyle przerażającego, że dosłownie się zsikałam pod siebie. Potem pamiętam już tylko okładanie mojej głowy, krzyki „nie krzycz bo Cię zajebę” i moje histerycznie wrzeszczenie w niebogłosy o pomoc. Na koniec sprowadzenie do pozycji klęczącej i kilka kopniaków w głowę i w bok ciała. Potem pojawili się ludzie i oprawca spokojnie oddalił się w stronę ulicy Kilińskiego. Ja po tym wszystkim nie byłam w stanie wydusić z siebie nawet słów gońcie go! Jedyne co krzyczałam to „boże co on mi zrobił” i sama musiałam zadzwonić o pomoc.”

Kobieta twierdzi, że radiowóz policyjny pojawił się dopiero po 25 minutach. Funkcjonariusze zamiast udzielić jej pomocy, zaprosili ją do samochodu i przez kolejne minuty jeździli po okolicy szukając sprawcy. W końcu zawieziono ją z powrotem na miejsce zdarzenia, gdzie czekała już na nią karetka.

„Pan w karetce na miejscu wyjaśnił mi, ze to moja wina bo miałam słuchawki w uszach. Nadal w mokrych od uryny ubraniach, przewieziono mnie do szpitala, a tam dopiero po kilku razach upominania się dano mi jakieś jednorazowe ubrania. Lekarz stwierdził, że brak objawów neurologicznych obliguje mój wypis. Po wyjściu ze szpitala jadę na komisariat i dowiaduje się, że funkcjonariusze zostawili notakę, że zostałam pouczona. Ja ofiara, zostałam przekazana do karetki bez jakichkolwiek instrukcji co dalej i oni mi mówią, że zostaje pouczona. Okazuje się, że sprawy nie ma i jeżeli chce aby sprawca był ścigany muszę złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. (…) Coraz to nowym policjantom muszę opowiadać ze szczegółami jak i gdzie mnie dotknął, złapał, szarpnął , uderzył ze wszelkimi szczegółami. W efekcie przesłuchuje mnie prokurator. Sprawca będzie ścigany. Tylko dlatego, że powiedziałam sobie, że nie odpuszczę, ze ten człowiek pewnie mieszka obok nas i nie zrobił tego pierwszy raz i że nie narażę na to piekło innych kobiet.”

Na wpis pani Aleksandry zareagowało ponad 20 tysięcy osób. Odpowiedziała na niego również Komenda Wojewódzka Policji w Łodzi:

Niezwłocznie po przeczytaniu postu zamieszczonego na portalu społecznościowym Pani Aleksandry ( łódzkiej studentki) komendant zlecił przeprowadzenie czynności kontrolnych co do zastrzeżeń , które opisano w publikacji. Z dokumentacji w systemach teleinformatycznych wynika, że po zgłoszeniu nam przez Wojewódzkie Centrum Powiadamiania Ratunkowego /112/ zdarzenia dot. pobicia / taka była przekazana treść/ dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Łodzi niezwłocznie wysłał na sygnałach uprzywilejowania patrol, który dotarł na miejsce w ciągu 5 minut od przekazania nam informacji. Zawsze w sytuacjach, kiedy możliwa jest penetracja terenu, wspólnie z pokrzywdzonym lub świadkiem policjanci niezwłocznie podejmują taką próbę . Doświadczenie pokazuje, że daje to sporą szansę na zlokalizowanie i zatrzymanie podejrzewanego. Tak też było w tym przypadku.


Patrol zabrał na pokład radiowozu zarówno pokrzywdzoną jak i świadka. Z dokumentacji sporządzonej przez policjantów a także odsłuchu rozmów z dyżurnym, ustalono, że z relacji zgłaszającej nie wynikało tło seksualne. Czynności wykonywane były pod kątem pobicia. W związku z pogarszającym się samopoczuciem i narastającymi dolegliwościami zostało przez dyżurnego wezwane pogotowie ratunkowe. Decyzją medyków przewieziono Panią Aleksandrę na badania do szpitala, po których została zwolniona do domu. Z dalszych ustaleń kontrolnych wynika, że po godzinie 12 pokrzywdzona stawiła się w śródmiejskim komisariacie, gdzie zadeklarowała chęć zgłoszenia zawiadomienia o usiłowaniu zgwałcenia. Dopiero w tym momencie wyniknęły okoliczności dotyczące tła seksualnego. Przy tego rodzaju przestępstwach policjanci wykonują ściśle określone prawem i procedurami czynności. Nie przesłuchują a jedynie po krótkim ustaleniu okoliczności sprawę przekazują do prokuratury i tak też się stało w tym przypadku. Zawsze zależy nam na tym, aby nie potęgować odczucia dodatkowej traumy. W I Komisariacie rozmawiał z pokrzywdzoną, w podstawowym zakresie okoliczności zdarzenia, jeden policjant. Funkcjonariusze bezpośrednio z komisariatu przewieźli zgłaszającą do prokuratury, gdzie została przesłuchana. Do chwili obecnej nie otrzymaliśmy materiałów od prokuratura ani też żadnych wytycznych co do dalszego toku postępowania. W ramach tzw. czynności niecierpiących zwłoki przejrzeliśmy monitoringi, aby zabezpieczyć wizerunek napastnika, przekazaliśmy pokrzywdzonej skierowanie na obdukcję, technik kryminalistyki wykonał dokumentację fotograficzną obrażeń. Zapewniam, że prowadzimy wszystkie możliwe czynności wykrywcze, aby ustalić sprawcę napaści i pociągnąć go do odpowiedzialności karnej.

AKTUALIZACJA:

Tuż przed godziną 16 sprawca został zatrzymany przez policjantów z Łodzi. - Przed godziną 16.00 w dniu 26 lutego 2019 roku policjanci z Komendy Miejskiej Policji w Łodzi zatrzymali 29-latka jako osobę podejrzewaną o napaść na tle seksualnym - mówi Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Czynności prowadzone były przez policję od wczoraj. Samo miejsce zdarzenia nie jest objęte monitoringiem, ale policjanci analizując zapisy okolicznych kamer wyselekcjonowali wizerunek podejrzewanego, opublikowali go w mediach, a także rozpoczęli typowania na bazie własnego rozpoznania. W efekcie podejrzewany mężczyzna został szybko zatrzymany i osadzony w policyjnym areszcie. Dalsze czynności zostaną przeprowadzone jutro.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki