Firmę Marian otworzył wraz z bratem Józefem w 1979 r. Osiągnęli wielki sukces i stali się jednymi z najbogatszych Polaków. Historia ich życia to nie tylko opowieść o wizjonerach biznesu na miarę amerykańskiego mitu o pucybucie, którzy stali się milionerami. To opowieść o ludziach, którzy kochali przepych i drogie limuzyny, ale nigdy się tym nie chełpili i potrafili pochylić się nad ludźmi w potrzebie. I o tym w Nowym Sączu dobrze pamiętają. Stąd te tłumy na pogrzebie Mariana.
Pierwszy lody zaczynali kręcić w suterenie, którą wynajęli w centrum Nowego Sącza. Obok niej mieli pokoik, w którym odpoczywali gdy byli zmęczeni. Lody wozili w termosach białym fiacikiem 126p, z którego wyjęli przednie siedzenie, żeby pomieścić towar. Jeździli po odpustach i festynach. Były dobrej jakości, wręcz wyśmienite, co szybko rozeszło się po okolicy. Zawsze ustawiały się po długie kolejki – wspominają w rozmowie z „Super Expressem” koledzy zmarłego Mariana. – Razem się bawiliśmy w dzieciństwie. Byliśmy chłopakami z ul. Wałowej – mówią.
Marian Koral z rodzicami i trzema braćmi mieszkał w kamienicy w centrum Nowego Sącza. Najstarszy z rodzeństwa, Władysław, został nauczycielem. Potem byli Jan, Marian i najmłodszy Józef.
Jan założył kultową cukiernię Bajka w centrum miasta, przy ul. Sobieskiego. To właśnie on wprowadzał swoich młodszych braci – Józefa i Mariana – w tajniki rzemiosła. Wiele lat później stworzyli oni znaną dziś w całej Polsce markę lodów Koral.
Mariana i Józefa od początku łączyła szczególna więź wykraczająca poza więzy krwi. To była serdeczna przyjaźń. Na początku robota przy lodach była ciężka, nie było maszyn, wszystko robili własnoręcznie.
Pracowali nawet po 20 godzin na dobę. Lody robili świetne, jak im coś zostało to rozdawali je dzieciom, nigdy nie zostawiali na następny dzień – dodaje kolega z dzieciństwa Mariana. - Potem pracowitości i punktualności wymagali od swoich pracowników – dodaje.
Firmę otworzyli w 1979 r. w Limanowej. Mieli jak na tamte czasy innowacyjne i bardzo nowoczesne podejście do biznesu. Chcieli dotrzeć do małych wiejskich i osiedlowych sklepików i sprzedawać niedrogi i dobry produkt, „żeby każde dziecko mogło sobie kupić loda Koral po szkole". I tak pojawiły się w sklepach małe lody na patykach i w kubeczkach. Wraz z towarem bracia Koral zaopatrzyli sklepiki w lodówki z ich towarem. Po latach sprowadzili z Włoch maszynę do robienia lodów. To był przełom. Na tę inwestycję zaciągnęli ogromny kredyt. Ale dzięki niemu stali się dużymi graczami na rynku. Wyszli poza granice kraju prowadząc sprzedaż jest poprzez własną sieć dystrybucji i hurtowni m.in.: w Czechach, na Słowacji, w Wielkiej Brytanii, Irlandii i na Litwie.
Mimo wielkiego sukcesu zostali „chłopakami z Wałowej”.
Oni wyszli z biedy, takie były czasy, że wszystkim żyło się biednie, dlatego byli tacy dobrzy dla innych – mówią sądeczanie o braciach. – Mieli słabostki – dodają.
Kochali drogie, piękne samochody. 15 lat temu wielki TIR przywiózł braciom nowiuteńkie limuzyny Rolls-Royce Phantom w najbardziej luksusowej i prestiżowej wersji EBW - takie same jakimi jeździła brytyjska królowa. Józef wybrał białe, Marian czarne. Dwa maybachy, którymi do tej pory jeździli bracia Koral, przejęły dzieci Józefa, Monika i Michał, które miały już lamborghini murcielago i ferrari.
Zmarłego Mariana dobrze wspominają jego pracownicy.
Lubił dyscyplinę, ale miał wielkie serce dla załogi. Sam był świetnie zorganizowany, punktualny i niesamowicie pomysłowy. Mieliśmy zapewnione dwudaniowe obiady w pracy, kiedy jeszcze nikt o tym nie myślał – mówi Władysława Oleksy (66 l.).
Byłam jedną z pierwszych pracownic., zaczęłam jeszcze w 1979 r. W dniu, kiedy Jan Paweł II po raz pierwszy przyleciał z pielgrzymką do Polski, pan Marian wręczył wszystkim poświęcone, pamiątkowe obrazki z dedykacją. Był bardzo religijny. Mam ten obrazek do dzisiaj. Pamiętam też jak pewnego miesiąca dostałam trzy pensje wypłaty za to, że sama pracowałam na zmianie, bo dwie koleżanki tego dnia akurat się rozchorowały. A gdy spodziewałam się dziecka zaproponował, że mi da wózek. A wtedy dostać wózek było bardzo trudno – mówi kobieta.
W maju ubiegłego roku, w wieku 81 lat zmarł Jan Koral. Mariana nie był na pogrzebie.
Gdy dowiedział się o śmierci brata dostał wylewu – mówi osoba znająca rodzinę.
Przez wiele miesięcy chorował. Zmarł 8 marca tego roku. Pożegnała go żona oraz ostatni z żyjących braci – Józef.Dziś kontrolę nad firmą przejęło młodsze pokolenie rodziny Koral - Izabela, Monika i Michał i pisze jej dalszą historię.