Spis treści
„Nie jedno wydarzenie zdecydowało o wyniku”
Miszalski, który rządził Krakowem od 2024 roku, został odwołany po tym, jak w referendum za jego odwołaniem zagłosowało aż 171 581 mieszkańców, co stanowi 97,93 proc. głosujących. Frekwencja wyniosła 29,99 proc., czyli minimalnie powyżej wymaganego progu.
Były prezydent podkreślił, że nie wskazuje jednego konkretnego powodu swojej porażki.
– Nie sądzę, żeby jedno wydarzenie zdecydowało o wyniku – mówił, dodając, że kampania referendalna była intensywna, a emocje w mieście – ogromne.
Zapowiada powrót do kampanii. „Przed nami gorące miesiące”
Miszalski zapowiedział, że zamierza aktywnie uczestniczyć w nadchodzącej kampanii przed przedterminowymi wyborami, które – zgodnie z przepisami – muszą odbyć się w ciągu 90 dni od referendum.
– Przed nami gorące miesiące nie tylko ze względu na lato, ale na kampanię wyborczą – stwierdził.
Do czasu wyborów miastem kieruje sekretarz Antoni Fryczek, a premier Donald Tusk wyznaczył na komisarza Stanisława Kracika – na prośbę samego Miszalskiego.
„Nie będę długo odpoczywać”
Odwołany prezydent poinformował, że obowiązuje go miesięczny okres wypowiedzenia, więc do końca czerwca nie będzie szukał nowej pracy. – Mam jednak tak duże doświadczenie, że na pewno nie będę długo odpoczywać – zapewnił.
„To się nie przełoży na inne miasta”
Aleksander Miszalski uważa, że jego odwołanie nie stanie się polityczną falą w innych samorządach. – Na to są potrzebne duże nakłady finansowe i ogromne zaangażowanie w social mediach. Widać to było w Krakowie. Nie sądzę, żeby przełożyło się na inne miasta – ocenił.
Polityczne trzęsienie ziemi w Krakowie
Odwołanie Miszalskiego wywołało lawinę komentarzy. Politycy PiS – w tym Małgorzata Wassermann – ocenili jego prezydenturę jako „fatalną” i „arogancką”, wskazując m.in. na zadłużenie miasta, kontrowersje wokół strefy czystego transportu i podwyżki cen biletów.
Z kolei Miszalski w mediach społecznościowych podziękował mieszkańcom za udział w referendum – zarówno zwolennikom, jak i krytykom. – Demokracja samorządowa polega na tym, że to mieszkańcy mają ostatnie słowo – napisał.