Siostry były jak w transie - śpiewały, modliły się i śmiały. Nie stawiały oporu, nie broniły się. Jedynie przywódcy tej sekty: przełożona Jadwiga Ligocka i były zakonnik Roman Komaryczko rzucili się na policjantów i miotali pod ich adresem gromy. W zakonie znaleziono malutkie dziecko.
Gotowi na najgorsze
Punktualnie o godz. 9 pod bramę klasztorną podszedł Andrzej Podgórniak, komornik sądowy z Puław. Elegancki starszy pan zjawił się w asyście ślusarza oraz 150 policjantów i policjantek. Wszyscy gotowi byli na najgorsze.
Komornik wezwał do dobrowolnego opuszczenia klasztoru, ale jego słowa odbiły się od zamkniętej bramy. Żeby mógł wejść do środka, policjanci i ślusarz przeskoczyli ogrodzenie i otworzyli bramę od środka. Krok po kroku, pokój po pokoju i piętro po piętrze pomagający komornikowi mundurowi sprawdzali budynek. Wszędzie pełno jest krzyży i świętych obrazów, kartek z cytatami z Biblii. Wszędzie porządek. Pokoje, sale modlitw i korytarze są schludne i zadbane. I puste. Jadwiga Ligocka spędziła wszystkie siostry na poddasze. Gdy dotarli tam ludzie komornika, przywitały ich głośnie śpiewy. Nie barykadowały się, nie stawiały oporu. Ale niektóre zakonnice rzucały pod adresem policjantów wyzwiska. I wszystkie wpatrzone były w Ligocką. Czekały na jej słowa i gesty. Widać, że zawładnęła tymi młodymi dziewczętami.
- One były jak osoby poddane psychomanipulacji - potwierdza te rewelacje obecny na miejscu ks. Mieczysław Puzewicz z lubelskiej kurii.
Znaleziono dziecko
Ponurego obrazu dopełniła informacja, jaką po niecałej godzinie przekazali policjanci. Wewnątrz było maleńkie, dwumiesięczne dziecko!
Matką chłopczyka jest jednak nie zakonnica, ale siostra mieszkającej tam kobiety.
Kiedy zakonnice śpiewały i modliły się, były ksiądz Roman Komaryczko rzucił się na policjantów.
- K..., wyp... - bluzgał jak lump spod baru, a nie kochający Boga mnich. Dwóm rosłym policjantom z najwyższym trudem udało się go uspokoić. W opętańczym szale wierzgał nogami i rękami.
- Ze względu na zagrożenie zdrowia innych osób musieliśmy zakuć go w kajdany - zdradza podinspektor Wójtowicz.
Krewki ksiądz prosto z Kazimierza trafił policyjnym radiowozem do prokuratury w Lublinie. Śledczy zarzucają mu przestępstwo naruszenia miru domowego.
- Naszym zdaniem on i Jadwiga Ligocka byli organizatorami okupacji budynków klasztornych - tłumaczy Andrzej Lepieszko, zastępca prokuratora okręgowego w Lublinie. Przesłuchana została również siostra Jadwiga.
To, co stało się po tym, jak oboje zostali oddzieleni od innych mieszkających w klasztorze osób, można nazwać cudem. Byłym zakonnicom wrócił spokój. Początkowo nieufne i ciche, z minuty na minutę były coraz śmielsze.
Co będzie z siostrami?
- Zastanawiały się, co będzie z nimi dalej - wspomina wciąż zdumiona nagłą zmianą policjantka. Nie tylko nie stawiały oporu, ale same pakowały swe rzeczy i szły do autokaru. Uśmiechnięte machały zza szyby.
Kobiety trafiły do domów rekolekcyjnych. Tam po rozmowach z psychologami i rodzicami zdecydują o swym dalszym losie.
Po południu do budynków klasztoru wprowadziło się kilkanaście zakonnic ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Betańskiej. Przejęły od komornika klucze i całe odzyskane mienie.
Zaczęło się od widzenia
Konflikt między betankami z Kazimierza Dolnego a resztą zakonu rozpoczął się w 2005 roku. Wtedy przełożona sióstr Jadwiga Ligocka oznajmiła, że nawiedza ją Duch Święty i za jej pośrednictwem odrodzi się Kościół. Watykańska komisja wizytowała zgromadzenie i postanowiła o odwołaniu Ligockiej. Jej miejsce miała zająć siostra Barbara Robak. Ligocka nie podporządkowała się tej decyzji, a po jej stronie opowiedziała się część zakonnic. Zamknęły się w klasztorze i nie wpuściły nowej przełożonej. W grudniu 2005 r. Watykan podjął decyzję o wykluczeniu kobiet z zakonu, a miesiąc później zabronił księżom odprawiania mszy na terenie klasztoru. Pół roku później kobiety wypędziły z niego księdza Józefa Molinkiewicza, który mieszkał tam od 20 lat. Na początku tego roku zwierzchnictwo zgromadzenia betanek złożyło wniosek o eksmitowanie zbuntowanych sióstr. Po pozytywnej decyzji sądu w tej sprawie od budynków odcięto gaz i prąd. Komornik wszedł na teren klasztoru wczoraj w asyście policji.