Ks. Isakowicza-Zaleski: Nie widzę woli w Kościele, by walczyć z pedofilią

2019-07-10 5:02 Tomasz Walczak
Tadeusz Isakowicz-Zaleski:
Autor: Eastnews

Ks. Isakowicz-Zaleski o powołaniu komisji ds. badania przypadków pedofilii

„Super Express”: – Powoli klaruje się kształt komisji ds. badania przypadków pedofilii, która ma zająć się także tym, co działo się w Kościele. Myśli ksiądz, że ma ona szansę wyjaśnić te bulwersujące sprawy?
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: – Samo powołanie komisji to bez dwóch zdań słuszne działanie. Moje wątpliwości budzi natomiast to, w jaki sposób ta komisja zostanie powołana. Jeżeli będzie wybierana przez Sejm i na sposób polityków, to wiadomo, że wobec konfliktów, które na scenie politycznej panują, wcale nie muszą tam trafić osoby właściwe. To znaczy odpowiednio do pracy w takiej komisji przygotowane. Najważniejsze, żeby to nie byli politycy.
– To może ksiądz widziałby się wśród jej członków? W końcu od lat niestrudzenie walczy ksiądz z pedofilią wśród duchownych.
– (śmiech) Nie mogę mówić za siebie. Na pewno nie brakuje ludzi, którzy mogliby się w pracę tej komisji zaangażować, bo i na co dzień zajmują się tym problemem. Łatwo znaleźć ich w różnego rodzaju fundacjach czy stowarzyszeniach. I wtedy takie osoby i ich praca oraz jej efekty byłyby wiarygodne.
– Myśli ksiądz, że w ogóle ta komisja ma szanse pomóc, zwłaszcza Kościołowi, w oczyszczeniu się? Będzie w stanie na tyle nim wstrząsnąć, by nie tylko sprawcy, ale i kryjący ich hierarchowie, odpowiedzieli za krzywdy, których byli sprawcami?
– To też pytanie o zakres kompetencji tej komisji. Ja uważam, że powinna ona przede wszystkim wyczerpująco opisać zjawisko pedofilii i gdzie pojawiają się największe zagrożenia. Co do Kościoła, nie mam, niestety, wątpliwości, że sam oczyszczenia nie przeprowadzi. Nie dał rady w przypadku lustracji. Nie dał rady w przypadku „lawendowej mafii”. Wobec pedofilii, do której dochodzi kwestia karania sprawców, nie da rady tym bardziej. Potrzeba osób świeckich i księży – a takich nie brakuje – którzy mają odwagę, by otwarcie wzywać do rozliczenia z pedofilią.
– No właśnie, zdaniem księdza taka państwowa komisja miałaby tyle siły, by te układy pedofilskie przeciąć? Czy Kościół jest na tyle hermetyczną i osobną instytucją, że nawet wola państwa niewiele tu zmieni?
– Mogę odpowiedzieć tylko za siebie. Dostaję bardzo dużo listów od ludzi świeckich i księży, w których przypadki pedofilii są opisane i które należy zbadać. Chętnie te materiały komisji przekażę. Mam bowiem gwarancję, że niezależna od Kościoła komisja z silnym mandatem może te sprawy rozpatrzyć. Wysyłanie tego do poszczególnych kurii biskupich nie ma większego sensu. To zadawnione sprawy, które ciągną się od wielu lat, i widzę wyraźnie, że nie ma tam woli, by je wyjaśnić. Jest gorzej.
– To znaczy?
– Nie widzę w ogóle żadnej chęci w Kościele, by nawet wewnętrzną komisję powołać. Gorszące przypadki pedofilii wśród duchownych są pozostawione same sobie.
– Oprócz tego, że państwowa komisja ma się zająć przypadkami pedofilii w Kościele – bo powstała w reakcji na nie – ma również zajmować się całym spektrum tego zjawiska w różnych środowiskach. Nie boi się ksiądz, że tak szeroki zakres prac tej komisji nie tylko sparaliżuje jej prace, ale także pozwoli rozmydlić to, co się w Kościele przez lata działo?
– Rzeczywiście. Uważam, że z powodu wyznaczonych komisji ram pracy istnieje ogromne niebezpieczeństwo rozmycia pedofilii w Kościele. Uważam, że skoro już zajmuje się ona tak dużym obszarem, to w jej ramach powinna powstać podkomisja, która zajmie się wyłącznie sprawami Kościoła. Tylko wtedy można mieć nadzieję, że przy ogromie pracy i najróżniejszych przypadków pedofilii te przypadki, które miały miejsce w łonie Kościoła, będą badane konkretnie tylko przez tę dedykowaną mu podkomisję. Tym bardziej, że na samym początku komisja zostanie zasypana tymi sprawami. Ja sam znam ich wiele, ale nie mam wątpliwości, że to tylko wierzchołek góry lodowej.
Rozmawiał Tomasz Walczak