Sprawa Iwony Wieczorek. W tej kwestii wielu się myli! Zabrakło by czasu i... paliwa

2026-05-26 14:29

Po 16 latach od zaginięcia Iwony Wieczorek śledczy nadal nie odpowiedzieli na najważniejsze pytanie — co wydarzyło się feralnej nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku. Wokół sprawy narosło wiele teorii, jednak część z nich eksperci od lat próbują podważać. Jedną z najbardziej tajemniczych i głośnych hipotez pozostaje ta dotycząca śmieciarki, która miała rzekomo wywieźć ciało 19-latki z okolic Parku Reagana. Czy taki scenariusz byłby w ogóle możliwy?

16 lat po zaginięciu Iwony Wieczorek. W tej sprawie wciąż więcej jest pytań niż odpowiedzi

Sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek od lat budzi ogromne emocje. Mimo że od zniknięcia 19-letniej gdańszczanki minęło już 16 lat, do dziś nie odnaleziono jej ciała. Śledztwo od kilku lat prowadzi krakowskie Archiwum X, a wokół tajemniczego zaginięcia pojawia się coraz więcej teorii i spekulacji dotyczących tego, co mogło wydarzyć się feralnej nocy.

Są jednak scenariusze, które trudno uznać za prawdopodobne. Gdy przeanalizuje się dokładnie przebieg tamtej nocy, część hipotez zwyczajnie przestaje do siebie pasować. Wieczorem 16 lipca 2010 roku Iwona bawiła się na działce należącej do dziadków starszego o kilka lat kolegi, Pawła. Oprócz nich w spotkaniu uczestniczyli także dwaj znajomi mężczyzny, a także przyjaciółka Iwony i zarazem jej sąsiadka - Adria. Po kilku godzinach grupa przeniosła się do sopockiego Dream Clubu, gdzie od początku planowali spędzić resztę nocy. Atmosfera zaczęła się jednak psuć, a sama Iwona wyraźnie straciła humor. Gdy znajomi szykowali się do powrotu, 19-latka odmówiła Adrii wspólnej jazdy taksówką (mimo że mieszkały koło siebie) i postanowiła wracać do domu pieszo.

Była noc z 16 na 17 lipca 2010 roku. O godzinie 4:12 Iwona znajdowała się już na terenie Gdańska po przejściu kilku kilometrów pieszo. Dziewczyna była zmęczona, szła boso, niosąc buty w rękach. Ostatni raz zarejestrowała ją kamera monitoringu przy wejściu na plażę nr 63 w Jelitkowie. Później ślad po niej się urywa. 19-latka nigdy nie wróciła do domu.

Błędy na początku śledztwa? Sprawa Iwony Wieczorek do dziś budzi ogromne emocje

Niestety już na samym początku śledztwa doszło do poważnych błędów, a w kolejnych latach nie brakowało kolejnych uchybień. Początkowo policjant nie chciał przyjąć zgłoszenia o zaginięciu Iwony i próbował odesłać jej matkę, sugerując, że córka po prostu „zabalowała” i wróci do domu, gdy się wyśpi. Gdy zgłoszenie w końcu zostało przyjęte, zakwalifikowano je do drugiej kategorii. Tej, w której nie zakłada się bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia i nie rozpoczyna natychmiastowej akcji poszukiwawczej. Dodatkowo monitoring zabezpieczono zbyt późno, dlatego do dziś nie wiadomo, jak wyglądała dalsza trasa Iwony po godzinie 4:12, gdy została zarejestrowana przez kamerę w pobliżu Parku Reagana.

I właśnie tutaj pojawia się jedna z hipotez, którą wielu ekspertów uważa za mało prawdopodobną. Fakt, że nagranie przy Parku Reagana było ostatnim zarejestrowanym śladem Iwony, nie musi oznaczać, że właśnie tam doszło do tragedii. Monitoring zabezpieczono zdecydowanie za późno, przez co większość nagrań mogła zostać bezpowrotnie nadpisana. Bardzo możliwe, że istniały kolejne zapisy monitoringu, na których 19-latka została uchwycona już poza rejonem parku. Zdaniem wielu specjalistów teoria, według której Iwona zginęła właśnie w Parku Reagana, wydaje się mało realna.

Ekspert nie ma wątpliwości. „Kto dokonuje zabójstwa przy tylu świadkach?”

Zacznijmy od analizy policyjnego analityka Marka Siewerta. Jak zwrócił uwagę były ekspert KGP, gdy Iwona wchodziła do parku, było już jasno, a wokół znajdowali się spacerowicze.

- Iwona idąc ma torebkę, ma rozładowany telefon, trzyma w ręku parę butów i napada ją na deptaku jakiś mężczyzna. Napadł ją, zaciąga ją w krzaki, robi jej krzywdę i później wraca na tę ścieżkę i zbiera porozrzucane przedmioty? Przecież Iwona musi się bronić, w związku z czym porzuca te rzeczy. Który sprawca dokonuje przestępstwa, napadu, zabójstwa w chwili, kiedy przemieszcza się tyle osób? Zaciągnął ktoś dziewczynę w krzaki i zjadł ją? Bo gdzie są zwłoki? - mówił Marek Siewert w serialu dokumentalnym "Sprawa Iwony Wieczorek" dla platformy Netflix.

Tak jak zwrócił uwagę ekspert, problemem byłoby nie tylko to, że zbrodnia musiałaby zostać dokonana na oczach innych ludzi, ale również to, że krzyki Iwony mogłyby usłyszeć osoby znajdujące się poza parkiem lub w jego okolicy. Jeszcze większym problemem byłoby jednak wyniesienie stamtąd ciała. Warto przywołać słowa eksperta cytowane w książce „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw” autorstwa Marty Bilskiej oraz Mikołaja Podolskiego.

- Czy ona ani by nie krzyczała, ani nie rzucała butami, ani się nie broniła? I nikt tego nie widział? Poza tym można było jej zrobić krzywdę w parku, to nie byłby problem, poderżnąć jej gardło, ale jak wywieźć stamtąd ciało, skoro zwykłe osoby nie mogły tam wjeżdżać? Z notatników policjantów, którzy pełnili tam służbę wynika, że zaglądali nawet do bagażników sprawdzanych samochodów – czytamy.

Czy ciało Iwony mogło zostać wywiezione z parku? Internauci od lat analizują ten trop

Idąc tym tropem, warto zastanowić się, kto w ogóle mógł wjechać samochodem do parku. Dostęp do tego miejsca miały jedynie służby uprzywilejowane, a także ekipy sprzątające, które – jak wiadomo – znajdowały się tamtej nocy na trasie Iwony Wieczorek. Przez długi czas w internecie trwała gorąca dyskusja dotycząca teorii, według której ciało 19-latki mogło zostać wywiezione z parku śmieciarką. Niektórzy internauci analizowali nawet zdjęcia pojazdów wywożących odpady z feralnej nocy, próbując dopatrzyć się wśród śmieci ukrytego ciała.

Rozbijmy jednak ten scenariusz na dwie hipotezy. Pierwsza zakłada, że Iwona mogła zginąć przypadkowo w wyniku potrącenia. Problem w tym, że pojazdy sprzątające poruszają się bardzo wolno i regularnie zatrzymują przy koszach na śmieci. W praktyce oznacza to, że raz wyprzedzają spacerowiczów, a po chwili sami są przez nich mijani. Prawdopodobieństwo śmiertelnego potrącenia w takich warunkach wydaje się więc bardzo niewielkie. Nawet gdyby jednak do tego doszło, pracownicy musieliby mieć ogromne „szczęście”, by w pobliżu nie znajdowała się żadna inna osoba. Co więcej, znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że sprawcy po prostu uciekliby z miejsca zdarzenia, niż ryzykowali ukrywanie zwłok i ładowanie ich do pojazdu.

Czy śmieciarze mogli wywieźć ciało Iwony? Dziennikarz śledczy przeanalizował ten scenariusz

Inną kwestią jest druga hipoteza, czyli scenariusz, w którym pracownicy śmieciarki celowo pozbawiliby Iwonę życia — bo to byłoby znacznie bardziej możliwe niż przypadkowe potrącenie. Zarówno przy pierwszej, jak i drugiej teorii pojawia się jednak zasadnicze pytanie: w jaki sposób śmieciarze mieliby ukryć ciało dziewczyny? Temat ten przeanalizował dziennikarz śledczy Janusz Szostak, który podczas pracy nad książką „Co się stało z Iwoną Wieczorek” sprawdził firmy sprzątające działające w tamtym czasie w Trójmieście.

Jak wskazywał dziennikarz, gdyby pracownicy rzeczywiście wywieźli ciało Iwony z parku, musiałoby to zostać odnotowane. Śmieciarka musiałaby pokonać dodatkowe kilometry, ponieważ pracownicy musieliby zboczyć z wyznaczonej trasy i znaleźć miejsce do ukrycia zwłok. Oprócz tego pojazd zostałby zarejestrowany przez monitoring miejski poza swoim standardowym kursem, a dodatkowy przebieg kilometrów również zostałby zauważony. Nic takiego jednak nie stwierdzono. Co więcej, śmieciarki są tankowane pod konkretną, wcześniej wyliczoną trasę. To oznacza, że pracownicy musieliby uzupełnić paliwo, a tu pojawia się kolejny problem. Wlew paliwa w takich pojazdach jest zamykany na klucz, do którego kierowcy nie mają dostępu.

W praktyce oznaczałoby to, że pracownikom zabrakłoby zarówno czasu, jak i paliwa, aby pojechać w odludne miejsce i ukryć ciało. A co jeśli wróciliby ze zwłokami na teren bazy? Jak przeanalizował Janusz Szostak, taki scenariusz również wydaje się mało realny. Bazy są monitorowane i pilnowane przez ochronę, a pracownicy nie mogą swobodnie wjeżdżać tam prywatnymi samochodami. Kierowcy musieliby więc przenieść ciało ręcznie na parking pracowniczy i dopiero tam przełożyć je do prywatnego auta. Wszystko oczywiście na oczach innych pracowników oraz kamer monitoringu. Dlatego ten scenariusz należy uznać za bardzo mało prawdopodobny.

Eksperci mają swoją teorię. Iwona mogła zginąć zupełnie gdzie indziej

Gdzie więc mogło dojść do śmierci Iwony Wieczorek? Zdaniem wielu ekspertów najprawdopodobniej nie w miejscu, w którym została zarejestrowana po raz ostatni. Warto przypomnieć, że 19-latce pozostawało jeszcze około dwóch/dwóch i pół kilometra do domu, a końcowy fragment jej trasy (mimo że mógł zostać uchwycony przez monitoring) nie został odnotowany. Wielu ekspertów analizujących sprawę bierze pod uwagę możliwość, że dziewczyna mogła wsiąść do samochodu.

Mimo rozładowanego telefonu sprawca mógł przypadkowo natknąć się na Iwonę podczas jazdy autem. Mógł mieć samochód zaparkowany w pobliżu i zaproponować jej wspólny przejazd lub czekać w okolicy jej miejsca zamieszkania. Niewykluczone również, że spotkanie było całkowicie przypadkowe. W takim scenariuszu najprawdopodobniej chodziłoby o osobę dobrze znaną Iwonie.

W marcu bieżącego roku były dyrektor Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji insp. Marek Dyjasz w podcaście „Rozmowa Wprost” ocenił, że śmierć Iwony Wieczorek mogła nie być wcześniej zaplanowana, lecz była wynikiem tragicznego splotu wydarzeń.

- Najprawdopodobniej coś wymknęło się spod kontroli. Była rozmowa, były emocje, ktoś powiedział kilka słów za dużo, może Iwona Wieczorek została uderzona i na tyle nieszczęśliwie upadła, że uderzyła głową i zmarła. Nie przypuszczam, że ktoś celowo przygotowywał się w profesjonalny sposób do tego, aby pozbawić Iwonę Wieczorek życia - mówił w „Rozmowie Wprost".

Były szef Biura Kryminalnego nie ma wątpliwości. „Nie ma żadnej opcji, że Iwona żyje”

Do tragedii mogło dojść przypadkowo, w wyniku nagłego impulsu na przykład w mieszkaniu sprawcy, do którego Iwona wybrała się wraz ze sprawcą lub samodzielnie się do niego udała. Jak zwrócił uwagę insp. Dyjasz w tym samym podcaście, nie ma żadnych podstaw, by przypuszczać, że kobieta wciąż żyje.

– Moim zdaniem nie ma żadnej szansy, żadnej opcji i żadnej wersji, która przemawiałaby za tym, że Iwona żyje, że ona celowo, świadomie odcięła się od najbliższych, od rodziny i zaczęła nowe życie. Gdzieś musiałby zostać ślad – ocenia były dyrektor biura kryminalnego Komendy Głównej Policji.

A jak dobrze wiemy, takich śladów nie ma.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Murator Remontuje #3: Tania metamorfoza łazienki

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki