Błędy, które pogrążyły śledztwo. Zaginięcie Iwony Wieczorek zostało źle sklasyfikowane

2026-03-18 12:02

Mimo upływu lat sprawa zaginięcia Iwony Wieczorek nadal pozostaje nierozwiązana. Jak wskazuje były dyrektor Biura Kryminalnego KGP insp. Marek Dyjasz, do dziś nie udało się ustalić tożsamości kierowcy białego fiata, który mógł mieć istotne informacje w tej sprawie. Pojawiające się nowe tropy dają jednak nadzieję na przełom. W podcaście „Rozmowa Wprost” ekspert zaznaczył, że ogromne znaczenie mogły mieć błędy popełnione na początku śledztwa, które skutkowały utratą cennych śladów. Jakie dowody mogły wtedy zniknąć? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Insp. Dyjasz o zaginięciu Iwony Wieczorek: "To się wtedy nie udało"

Zaginięcie Iwony Wieczorek nazywane jest jedną z najbardziej zagadkowych spraw w Polsce. Wielu dziennikarzy śledczych podkreśla jednak, że jej rozwiązanie może być znacznie prostsze, niż wydaje się opinii publicznej. Brak odnalezienia ciała sprawia jednak, że śledztwo od lat stoi w miejscu. 19-letnia gdańszczanka zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 roku w drodze z imprezy do domu. Po raz ostatni kamera miejskiego monitoringu zarejestrowała ją o godz. 4.12 przy wejściu na plaży w gdańskim jelitkowie.

W styczniu bieżącego roku ogłoszono, że sprawa mieszkanki Gdańska ponownie nabiera tempa, a śledczy apelowali do wszystkich, którzy posiadają jakiekolwiek informacje na temat białego fiata, którego zarejestrowano feralnej nocy w pobliżu punktu, w którym po raz ostatni widziana była Iwona Wieczorek.

Jak zaznaczył w marcu w podkaście "Rozmowa Wprost" były dyrektor biura kryminalnego Komendy Głównej Policji, insp. Marek Dyjasz, mimo wcześniejszych działań nie udało się ustalić, kto kierował białym fiatem. Pojawienie się nowych tropów może jednak dać szansę na dalsze postępy w sprawie i przybliżyć śledczych do rozwiązania tej zagadki. Śledczy już wcześniej w rozmowach z mediami zaznaczał, że kierowca ten mógł być poszukiwany w charakterze świadka. Istnieje jednak możliwość, że znajdował się na Pomorzu w celu sezonowej pracy, a po zakończeniu wakacji wrócił do domu. Nie wykluczone, że był to obcokrajowiec.

- Były podejmowane próby w celu identyfikacji, nie zatrzymania, tylko rozmowy z kierowcą tego samochodu pod kątem, czy być może coś widział, być może coś zaobserwował. To się wtedy nie udało. Pomimo wielu apeli, które były rozpowszechniane także w środkach masowego przekazu, ta osoba się nie zgłosiła - zaznaczył ekspert w podkaście "Rozmowa Wprost".

Kluczowe znaczenie miały błędy popełnione na początku śledztwa

Ze sprawą zaginięcia Iwony Wieczorek często łączone są nazwiska Pawła P. i Patryka G. Pierwszy z nich w noc zaginięcia bawił się w sopockim Dream Clubie razem z dwoma kolegami, Iwoną oraz jej przyjaciółką. Był jedną z ostatnich osób, która widziała gdańszczankę żywą. Zwracano uwagę, że mimo braku bliskiej relacji z 19-latką, bardzo angażował się w jej poszukiwania i interesował przebiegiem śledztwa.

Niektórzy wskazywali, że takie zachowanie wpisuje się w schemat, według którego sprawca bywa blisko działań śledczych, by na bieżąco śledzić ich postępy i czuć się bezpieczniej. Jak jednak podkreślają Marta Bilska i Mikołaj Podolski w książce „Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw”, tego typu sytuacje zdarzają się w rzeczywistości bardzo rzadko.

- Rzeczywiście bywa, że mordercy biorą udział w poszukiwaniach swoich ofiar, ale nie można na pewno powiedzieć, że jest to bardzo typowe. Przeciwnie. Jako dziennikarze śledczy przez lata poznawaliśmy kulisy wielu zabójstw i wiemy, że to bardzo rzadkie przypadki i prawie w ogóle nie zdarza się, by zabójca stawał na czele tych poszukiwań - czytamy w książce.

Z kolei drugi z mężczyzn to były partner zaginionej. Jak wynika z ustaleń, to właśnie wiadomość od znajomej, że Patryk przebywa w innym klubie w towarzystwie innych dziewczyn, wpłynęła na pogorszenie nastroju Iwony. W efekcie grupa zdecydowała się zakończyć imprezę i wracać do domu. Iwona postanowiła wrócić pieszo. Nigdy jednak nie dotarła na miejsce.

Z zeznań Patryka G. wynika, że po zakończeniu zabawy miał jeszcze spędzić czas z kolegami na ławce pod blokiem, w którym mieszkał.

Wróćmy jednak do marcowej rozmowy z byłym dyrektorem biura kryminalnego Komendy Głównej Policji. Jak podkreślił insp. Dyjasz w rozmowie z „Wprost”, kluczowe znaczenie miały błędy popełnione na początku śledztwa. Sprawa była traktowana jako zwykłe zaginięcie, a nie zaginięcie pierwszej kategorii, co mogło doprowadzić do utraty istotnych śladów. To z kolei może tłumaczyć, dlaczego postępowanie tak się przeciąga.

Kluczowe nagrania przepadły bezpowrotnie. Te błędy mogły przesądzić o losie śledztwa

Przypomnijmy, że nagranie monitoringu z udziałem zaginionej zostało zabezpieczone dopiero po dłuższym czasie od zgłoszenia zaginięcia przez rodzinę. Do tego momentu część zapisów zdążyła się już nadpisać. W efekcie ślad urywa się na wejściu nr 63 na plażę w Jelitkowie. Wiadomo jedynie, że o godz. 4.12 Iwona wciąż była tam widziana żywa.

Dodatkowo śledczy, analizując monitoring, skupili się wyłącznie na trasie, którą 19-latka wracała do domu. Nie zabezpieczono nagrań z okolic jej mieszkania, ani z rejonu, gdzie mieszkali Paweł P. i Patryk G. Tymczasem istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że któreś z tych utraconych nagrań mogło dostarczyć kluczowych informacji o dalszym przebiegu wydarzeń.

Gdyby ktoś czekał na Iwonę pod jej blokiem i odjechał z nią samochodem, zapis monitoringu mógłby pozwolić na ustalenie numerów rejestracyjnych pojazdu. Z kolei nagranie spod mieszkania Pawła P. mogłoby potwierdzić, czy rzeczywiście po imprezie wrócił on do domu i nie wychodził już na zewnątrz. Monitoring z okolic miejsca zamieszkania Patryka G. mógłby natomiast rozwiać wątpliwości, czy Iwona nie udała się tam po drodze. Jego mieszkanie znajdowało się bowiem za wejściem nr 63 na plażę, zatem nie można wykluczyć, że dziewczyna poszła w tamtą stronę.

Istnieje także prawdopodobieństwo, że 19-latka spotkała swojego oprawcę jeszcze w trakcie drogi do domu. W takim przypadku moment ten mógł zostać zarejestrowany przez kamery prywatnych lokali. Niestety, również te nagrania zostały bezpowrotnie utracone, zanim śledczy rozpoczęli zabezpieczanie zapisów z monitoringu.

Rz czy ż? Ó czy u? To największe pułapki w polskiej ortografii
Pytanie 1 z 25
Pióro czy piuro?
Oszukiwali "Na Legendę" wpadli w Elblągu
Źródło: Te błędy mogły przesądzić o sprawie Iwony Wieczorek. Kluczowe ślady przepadły bezpowrotnie?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki