O śmierci 95-letniej nestorki Polskiego Związku Alpinizmu poinformował w sobotę 13 listopada Ryszard Dmoch, zastępca kierownika Andrzeja Zawady podczas historycznej wyprawy na Mount Everest w 1980 roku, w trakcie której ośmiotysięcznik po raz pierwszy został zdobyty w zimie, co zapoczątkowało nową erę zmagań himalaistycznych.
- Tę smutną informację, podaję w porozumieniu z Jej rodziną. Dzisiaj odeszła od nas nasza Hania. Już Jej nie ma, już patrzy na nas z góry, ze swojego Everestu. Tak, zbyt szybko kurczy się stara gwardia, widocznie tak gdzieś postanowiono i nie ma od tych postanowień odwołania - napisał Ryszard Dmoch.
Hanna Wiktorowska była dobrym duchem i opoką PZA przez ponad 50 lat, słynęła z perfekcyjnej zdolności rozliczania wypraw i zapewniania środków finansowych.
- Ktoś kiedyś powiedział, że rozliczenie wypraw Zawady to jak wejście na Mount Everest w klapkach, bez okularów i tyłem. Hanka to potrafiła. Nie wejść, a rozliczyć - napisano z okazji 40-lecia wyprawy na portalu Ratownictwo Górnicze.
W trakcie trwającej długie dekady pracy w PZA Hanna Wiktorowska poznała, współpracowała i zaprzyjaźniła się z czołowymi polskimi himalaistami, by wspomnieć choćby Jerzego Kukuczkę, zdobywcę wszystkich 8-tysięczników, a także utytułowanego, choć niespełnionego Macieja Berbekę.
- Rozmawiałam z nim przed tym ostatnim wyjazdem, powiedział, że ma porachunki z tą górą (K2 - przyp. red). Zapytałam go: a ty sobie nie wyobrażasz, że ta góra może mieć porachunki z tobą? - opowiadała o Macieju Berbece na kartach napisanej przez Olgę Puncewicz książki "Góry na opak 2" Hanna Wiktorowska.