Środowy wieczór w Piasecznie. 52-letnia kobieta wychodzi z bloku. Nagle zostaje uderzona w głowę. Upada na chodnik. Napastnik wyrywa jej torebkę i ucieka. Ranna kobieta trafia do szpitala. Jest tak przestraszona, że nawet nie chce składać zawiadomienia o przestępstwie. Jednak zmienia zdanie i postanawia dokładnie opisać swojego napastnika. - Był mniej więcej w moim wieku, szczupły, łysiejący - opowiadała piaseczyńskim policjantom. Nawet nie zauważyłam, kiedy do mnie podszedł. W pewnym momencie poczułam potworny ból głowy, pociemniało mi w oczach i upadłam na chodnik. Gdy zabrał moją torebkę, to później jeszcze mnie kopnął - zeznawała.
Policjanci od razu zaczęli szukać podejrzanego o napad. W nocy w Konstancinie-Jeziornie zatrzymali Henryka R., który pasował do opisu podanego przez napadniętą. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że ten mężczyzna to słynny "Łomiarz", który w latach 90. był postrachem stolicy. Przy schwytanym bandycie mundurowi znaleźli pieniądze zrabowane kobiecie. Dodatkowym dowodem obciążającym Henryka R. są zdjęcia z monitoringu. Napastnik nie wiedział bowiem, że budynek, przed którym atakuje 52-latkę, jest strzeżony przez kamery i wszystko, co dzieje się wokół niego, jest nagrywane. Za ten napad grozi mu 12 lat więzienia.
Pierwszy raz "Łomiarza" schwytano we wrześniu 1993 r. Złapało go kilku przechodniów po tym, jak napadł na Jadwigę K. Zarzucano mu dokonanie 29 rozbojów. Okazało się, że napadał w czasie przepustek z więzienia w Łowiczu. Po pięcioletnim procesie w 1999 r. sąd skazał Henryka R. na 15 lat odsiadki. Uniewinnił go jednak z 28 zarzutów, w tym dotyczących śmierci napadanych kobiet. Sąd stwierdził też, że Henryk R. nie był słynnym "Łomiarzem". Policjanci i prokuratorzy tropiący "Łomiarza" są jednak pewni, że złapali właściwego bandytę.