Pani Mario! Pomóż Kamisie!

2007-10-26 22:44

Kamisa Dżamaldinow (36 l.), która uciekając z nieludzkiej ziemi, straciła trzy swoje córeczki, została sama na pastwę bezdusznych urzędasów.

Bez pomocy pani prezydentowej grozi jej wydalenie z Polski.

Nad dramatycznym losem Czeczenki i jej dzieci wylano morze łez, a w świetle kamer złożono setki obietnic.

Potrzebny jeden dokument

Dziś Kamisa, która walczy o status uchodźcy, została bez pomocy. Prosimy panią prezydentową Marię Kaczyńską, która z taką troską pochyliła się nad zrozpaczoną kobietą, by pomogła uzyskać jej status uchodźcy. Bez tego świstka Czeczenka nie istnieje dla bezdusznej polskiej biurokracji.

Śmierć na granicy

Tragedia Kamisy wydarzyła się ponad miesiąc temu. Wraz z czwórką dzieci: Xaeą ( 13 l.), Cedą ( 10 l.), Eliną ( 6 l.) i dwuletnim Mahometem - nielegalnie przekraczała zieloną ukraińsko-polską granicę. Przewodnicy, którym zapłaciła ponad 2 tys. dolarów za przeprawę, obiecywali, że będzie to łatwa podróż.

Ale w drodze porzucili kobietę z czwórką małych dzieci na pastwę losu. Z wyczerpania i głodu trzy dziewczynki zmarły. Matkę z małym Emim znalazł polski patrol graniczny. Gdy wycieńczona Czeczenka trafiła do szpitala, interesowali się nią wszyscy. Wtedy odwiedziła ją pani prezydentowa Maria Kaczyńska i obiecywała, że jej nie zostawi. Teraz, gdy pomocy tej potrzebuje najbardziej, musi się zmagać z bezduszną administracją. Przepisy nie pozwalają jej pomóc.

Na szczęście pomocną dłoń wyciągnęła do kobiety Mirosława Majerowicz-Klaus, psychoterapeutka ze Stefanowic pod Nowym Tomyślem (Wielkopolska). Zaprosiła ją, jej dwuletniego synka Mahometa oraz męża Pashę (38 l.) do swojego gospodarstwa agroturystycznego.

Tutaj, w pięknej leśniczówce rodzina przeżywa czas żałoby. Mogą liczyć na wsparcie i ciepło rodzinnej atmosfery. Dzięki troskliwej Polce mają też co jeść. Ale jak długo skromna kobieta ma utrzymywać troje uciekinierów bez żadnej pomocy państwa?!

Potrzebny status uchodźcy

Pani Mirosława zwróciła się do burmistrza pobliskiego Zbąszynia (Wielkopolska) z prośbą o zorganizowanie lekcji języka polskiego dla Czeczenów. To przecież podstawa dla ludzi, którzy chcą żyć w Polsce, tutaj pracować i wychowywać syna. Niestety, chociaż burmistrz chciał pomóc, okazało się, że z punktu widzenia prawa jest to... niemożliwe. - Ani złotówki nie mogę wydać z miejskiej kasy na pomoc tej rodzinie - żali się Leszek Leśny (50 l.), burmistrz Zbąszynia.

Dopóki rodzina nie otrzyma statusu uchodźców, gmina ma związane ręce. Nie może pomóc rodzinie z publicznych pieniędzy. Dla gminy oficjalnie ta rodzina nie istnieje. - Na szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcą podjąć się nauczania polskiego za darmo - mówi Leszek Leśny. Są to znające rosyjski emerytowane nauczycielki języka polskiego.

- Jesteśmy bardzo wdzięczni Polakom za okazaną nam pomoc, to dla nas naprawdę wiele znaczy - mówi Pasha, mąż Kamisy. Ona sama ze łzami w oczach mówi, że wie, że musi nauczyć się żyć od nowa. A przyznanie statusu uchodźcy pomogłoby jej stanąć na nogi.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki