Przerażająca historia pana Wiesława: Cudem uniknął śmierci

2014-04-17 4:00

Zdążył ugryźć jeden kęs... i świat zwalił mu się na głowę. Dosłownie! Na samochód, w którym Wiesław Kaproń (33 l.) jadł drożdżówkę, runęło potężne drzewo. Ogromny konar zmiażdżył dach auta i omal nie zabił mężczyzny.

Naprawdę niewiele brakowało, by lukrowana bułeczka stała się ostatnim posiłkiem w życiu pana Wiesława... drożdżówką przeznaczenia!

Dramat rozegrał się na parkingu przy szpitalu w Kraśniku (woj. lubelskie). Wiesław Kaproń przyjechał do lecznicy w odwiedziny do syna. Na szpitalnym oddziale spędził wiele godzin. Wyszedł głodny jak wilk. Postanowił zjeść drożdżówkę, którą miał w samochodzie. Omal się nią jednak nie udławił, gdy spostrzegł, co się dzieje.

- Stojące po przeciwnej stronie drzewo runęło w moją stronę - opowiada roztrzęsiony.

Zwykła drożdżówka, a mogła przynieść śmierć!

Na ucieczkę z samochodu nie miał czasu. Pochylił się, jak mógł najbardziej, do przodu. Drzewo z głuchym trzaskiem runęło na dach forda mondeo. Jeden z konarów wbił się przez okno dachowe do środka.

- Poczułem gałęzie na plecach. Chwilę wcześniej miałem tam głowę. Bóg czuwał nade mną - twierdzi mężczyzna.

Okazało się, że drzewo, które spadło na auto, miało podcięte korzenie.

- Najprawdopodobniej zostały one uszkodzone przez jedną z firm wykonujących prace ziemne w bezpośrednim sąsiedztwie - mówi "Super Expressowi" Janusz Majewski z kraśnickiej policji. Sprawą zajmie się prokuratura, która będzie szukać winnych narażenia mężczyzny na utratę życia lub zdrowia.

Czytaj: Wielkanoc już niedługo! Jaką kiełbasę wybrać na święta?

Polub se.pl na Facebooku

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki