Poznali się już jako ludzie po przejściach. Byli małżeństwem przez 17 lat, kłócili się i godzili jak większość ludzi. Ale mężczyzna, w którym się niegdyś zakochała, zaczął nadużywać alkoholu, był agresywny. Kobieta nie mogła tego już dłużej znieść i wyprowadziła się do córki z pierwszego małżeństwa. Ze swym mężem nie mieszkała od dwóch miesięcy, ale utrzymywała z nim kontakt. Odwiedzał ją, prosił, żeby do niego wróciła. Mówił, że się zmienił. Okazało się jednak, że knuł inny plan.
Feralnego w dnia domu córki pani Józefy kręcili się robotnicy, robili nową elewację. Podwórko tętniło życiem. Pojawił się także Jan N. Przyszedł do żony na kawę, przyniósł ogórki. Przywitał się z ekipą remontową i wszedł do kuchni. Usiadł przy stole nad filiżanką kawy, a pani Józefa odwróciła się, aby zalać sobie herbatę. Wtedy szaleniec chwycił nóż.
Wbił go w serce i brzuch kobiety. Oba ciosy okazały się śmiertelne.
Jan N. jednym duszkiem dokończył kawę, pożegnał się z robotnikami, wsiadł na rower i bardzo szybko odjechał. To zaniepokoiło robotników. Gdy weszli do kuchni, zobaczyli martwą kobietę leżącą w kałuży krwi. Jan N. nie odpowie za morderstwo na tym świecie. Nim dotarli do niego zaalarmowani przez robotników policjanci, powiesił się w swoim garażu.