Chłopczyk został wyrzucony przez okno domu w Ligocie Woźnickiej w czwartkowe popołudnie.
Spadł na betonowy chodnik. Ma wiele obrażeń wewnętrznych, liczne złamania. Lekarze mówią wprost: dziecko walczy o życie. Adaś został skrzywdzony przez własna matkę. Matkę, która, jak i cała jej rodzina, cieszy się dobrą opinią wśród mieszkańców miejscowości. - To bardzo dobra kobieta, ale miała problemy nerwowe. Widać czegoś nie wytrzymała. Może przeważyły kłopoty ze sklepem, który prowadziła? Biznes szedł słabo, a ona wzięła na rozkręcenie interesu kredyt. Okropna tragedia. Żal dzieciaka, ale jej też szkoda - mówi jedna z mieszkanek Ligoty Woźnickiej.
Potwierdzają to informacje płynące z policji. - Do tej pory nie mieliśmy w tym domu żadnych interwencji. Zero alkoholu czy domowej przemocy - mówi Iwona Ochman, oficer prasowy policji w Lublińcu.
W chwili tragedii oprócz 33-latki w rodzinnym domu była też jej matka, babcia Adasia. Co wstąpiło w Grażynę P.? Trudno powiedzieć. Zaraz po wyrzuceniu syna przez okno chwyciła za telefon i powiadomiła o wszystkim pogotowie. Chłopiec został przewieziony do szpitala w Częstochowie. Jego matka trafiła zaś do Lublińca, do ośrodka dla nerwowo i psychicznie chorych. Tam też zajęła się nią prokuratura.
- Postawiliśmy podejrzanej zarzut usiłowania zabójstwa dziecka. Kobieta przyznała się do zarzucanego czynu. Niemniej jednak nie potrafiła wyjaśnić powodów, jakimi się kierowała. Mamy też informację, że kobieta leczyła się psychiatrycznie, ale będziemy to jeszcze weryfikować - mówi prokurator rejonowa w Lublińcu Małgorzata Popławska.
Grażyna P. prosto ze szpitala przewieziona została za kraty. Sąd zdecydował się aresztować ją na trzy miesiące.
Zobacz także: Bełchatów: WYCIĘLI jej zdrowy żołądek, bo oszukała lekarzy. Stanie przed sądem