Trudno oprzeć się wrażeniu, że na klatce ładnego bloku przy ul. Skarżyńskiego, zamieszkanego w większości przez zamożnych ludzi, ciągle słychać jeszcze jęki nieszczęsnej kobiety. Bo chociaż zabójca zaatakował Dorotę D. za drzwiami mieszkania, to kobieta do końca próbowała ocalić swe życie. Uciskając ranę w rozharatanej szyi próbowała uciekać przed śmiercią na klatkę schodową, gdzie konała w powiększającej się kałuży krwi.
Przeczytaj koniecznie: Były wiceminister transportu zamordowany. Syn zabił Eugeniusza Wróbla, zwłoki poćwiartował
- Było po 21. Usłyszałem krzyk i okrutne charczenie - wspomina wstrząśnięty sąsiad. Z dwudziestocentymetrowej rany na szyi Doroty D. tryskała krew. Nie udało jej się uciec śmierci, zmarła w karetce. Kilkanaście minut wcześniej Szymon K. kuchennym nożem poderżnął jej gardło. To był finał kolejnej już kłótni. W dużym dwupoziomowym mieszkaniu na czwartym piętrze już od dawna działo się źle. Kochanka ojca, z którą związał się 12 lat temu, i Szymon szczerze się nie znosili.
- Mama miała dość ciągłego pijaństwa Szymka. Nie chciała, aby młodsze dzieci miały taki przykład - opowiada jej dwudziestoletnia córka z pierwszego małżeństwa. A chłopak nienawidził jej za to, że faworyzuje swoje dzieci, jego traktując jak sierotę.
Patrz też: Pakistańczyk zabił żonę w imię Allaha, bo od niego uciekła
Czy ta zazdrość o przyrodnie rodzeństwo pchnęła go do zbrodni? Odpowie za nią przed Sądem Okręgowym w Lublinie. Wczoraj, za zamkniętymi drzwiami, rozpoczął się jego proces. Szymonowi K. grozi dożywocie.