Dorobek kapitana "Niebieskich" byłby jeszcze większy, gdyby koledzy wykorzystywali jego podania. Jak chociażby w 55. minucie, gdy po jego podaniu uderzeniem z woleja popisał się Grzegorz Baran, ale piłkę z linii bramkowej głową wybił Hubert Robaszek.
Mogliśmy zdobyć dwa, trzy gole więcej - śmiał się Wojtek po meczu. - Niestety, trochę zawiodła nas skuteczność. Najważniejsze, że wygraliśmy i przeskoczyliśmy Polonię w tabeli.
Drugi z Grzybów - Rafał (pomocnik Polonii) po meczu był w gorszym nastroju, bo jego zespół przegrał. Jednak wykazał się klasą, pogratulował Wojtkowi gola i wygranej.
Nie jesteśmy rodziną. To tylko przypadkowa zbieżność nazwisk - wyjaśniał Rafał. - Z tych derbów tylko jeden Grzyb mógł wyjść zwycięsko. Tym razem był to Wojtek. Ale trzeba powiedzieć, że pogoda była dla nas wymarzona - ciepło i wilgotno. Grzyby to lubią.
- Ten Grzyb z Ruchu, to pewnie "kozak" - żartował Grzyb z Polonii.
Bytomianie "przespali" mecz na Cichej. Pierwszego gola stracili już w 4. minucie. Na drugą połowę wyszli z założeniem odrobienia strat. - I co?! Drugą bramkę straciliśmy dwie minuty po przerwie. Zresztą mogliśmy wtedy łyknąć jeszcze ze dwa, trzy gole - denerwował się Hubert Robaszek.
- Wolę nic nie mówić - westchnął trener Polonii, Dariusz Fornalak. - Nie można wygrać meczu, nie strzelając ani razu na bramkę rywala.