Uwodził kobiety, po czym wmawiał im, że musi ukrywać się przed mafią albo jest chory na raka i potrzebuje pomocy. I najwyraźniej był przekonywający, niczym słynny Jerzy Kalibabka, czyli serialowy „Tulipan”. Łupił bowiem swoje ofiary od Gdańska po Śląsk. Ostatecznie po doniesieniach pokrzywdzonych wylądował w areszcie śledczym w Radomiu (woj. mazowieckie). Sąd uznał, że trzeba go poddać badaniom psychiatrycznym. Zawieziono więc Konrada K. do psychiatryka w Gorzowie Wielkopolskim (woj. lubuskie).
Tutaj miał przebywać miesiąc, ale już po ośmiu dniach wybrał wolność. Wraz z trzema pacjentami przepiłowali kłódkę przy kracie, wyskoczyli z pierwszego piętra i prysnęli. No może nie do końca. Jeden z nich bowiem złamał nogę. Drugi stracił orientację w terenie i zamiast na wylocie z miasta, znalazł się na pobliskiej stacji benzynowej. Tutaj szybko wpadł w ręce policji, która rozpoczęła pościg po alarmie personelu szpitala. Tymczasem Konrad K. poszedł wraz z trzecim kompanem na postój taksówek i zamówili kurs do Wielkopolski. Po drodze ,,Tulipan'” pozbył się z samochodu kolegi, którego kilka godzin później dopadli policjanci. Poszukiwania Konrada K. trwają. Być może zaszył się u swojej nowej ofiary...