Takiego dramatu w Świebodzicach nie było nigdy. Cała trzykondygnacyjna poniemiecka kamienica w jedną sekundę po prostu przestała istnieć. Były wielki huk, kłęby dymu, krzyki rannych i przerażonych ludzi. Ratownicy wydobyli spod gruzów 10 osób. Niestety sześcioro nie żyło.
Śmierć dosięgnęła rodzinę z pierwszego piętra. Pod gruzami zginęli Tomasz D. wraz z żoną Anną. Nie żyje ich córka, 8-letnia Marysia. Zmarł również 12-letni syn Tomasza z pierwszego małżeństwa, który wraz z bratem przyjechał do taty na weekend. Ranni zostali dwaj synowie Anny z poprzedniego związku. Trafili do szpitala, a ich stan jest stabilny.
W szpitalu jest też Stanisława Ożga. Spod gruzów wyciągnęli ją strażacy, którzy usłyszeli jej nawoływania o pomoc. W chwili wybuchu kobieta była w kuchni. Przygotowywała śniadanie dla rodziny. Jej mąż, Mirosław, leżał na tapczanie w pokoju obok. - Mama mówiła, że nagle był wybuch. Krzyczała do taty, próbowała go znaleźć. Ale nie odpowiadał. Zginął - mówi Janusz Ożga. - Ja akurat wyszedłem na zakupy. Dlatego żyję - dodaje, ocierając łzy.
Podobne szczęście mieli Adrianna i Maciej Wołkowie. Ledwie tydzień temu dostali z urzędu przydział na mieszkanie w kamienicy. - Mieliśmy do niego pójść z samego rana, chcieliśmy rozpocząć remont. Nawet planowaliśmy, że zabierzemy naszą 9-miesięczną córeczkę. I pewnie byśmy teraz wszyscy nie żyli - mówią. Nie dotarli do kamienicy tylko dlatego, że Maciej zagadał się z kolegą przez telefon. - Gdybym z nim nie rozmawiał, to przed godz. 9 na pewno bylibyśmy w środku. Nie rozmawialibyśmy z wami teraz. A tak to w połowie drogi usłyszeliśmy wybuch - dodaje Maciej Wołk. W katastrofie zginął też ok. 45-letni mężczyzna, z zawodu taksówkarz.
W Świebodzinie ogłoszono trzydniową żałobę. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną katastrofy. Wyjaśni to śledztwo prokuratury. Ale najprawdopodobniej doszło do wybuchu gazu.
ZOBACZ: Świebodzice: Zawaliła się kamienica. Potężny wybuch. Trwa walka z czasem [RELACJA NA ŻYWO]