Do wypadku doszło w czwartek na trasie DK-1. Autokarem jechało 44 uczniów SP w Piekarach Śląskich w wieku od 9 do 14 lat oraz ich czterech opiekunów. Wracali z zielonej szkoły w Łebie. Dzieci były roześmiane, zadowolone. Jedne oglądały bajkę, inne rozmawiały albo przysypiały w trakcie długiej już podróży. Około godz. 18 autokarem nagle zatrzęsło. Wypadł z drogi. Stoczył się do głębokiego rowu i przewrócił.
- Wszyscy płakali. Ja znalazłem się na schodach. Nie pamiętam, co było dalej - opowiada 10-letni Jakub. - Wydostałem się z wraku o własnych siłach. Każdy próbował jak najszybciej uciec na zewnątrz. Mam tylko zadrapania, nigdy już nie pojadę na wycieczkę autokarową - mówi Samuel Widera.
Poszkodowani trafili do szpitali na terenie województw śląskiego i małopolskiego. Dwóch chłopców w wieku 10 i 13 lat zabrały śmigłowce. Jeden z nich przebywa w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, drugi w szpitalu w Krakowie Prokocimiu. W szpitalu w Myszkowie leży 37-letni kierowca autokaru. Jego stan jest średnio ciężki. Mężczyzna ma kilka złamań. Nie wiadomo na razie, czy był trzeźwy. To wykaże badanie krwi.
W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie z 12 rannych dzieci wczoraj na dalszej obserwacji pozostało tylko dwoje, pozostałe wróciły do domów. - Z mediów dowiedziałam się o wypadku. To był szok. Nie mogłam dodzwonić się na numer 112, dowiedzieć się, co z córką - płacze Aleksandra Kania (34 l.). - Dopiero, jak zobaczyłam Maję całą, w szpitalu, odetchnęłam z ulgą. To cud, że wszyscy żyją - dodaje.
Przyczyny i okoliczności wypadku wyjaśniają policja i prokuratura. Według wstępnych ustaleń kierowca nie złamał przepisów o czasie jazdy. Badany jest też m.in. stan techniczny ponad 10-letniego autokaru.
Zobacz: Horror w Częstochowie! Bestie z gimnazjum ZAMORDOWAŁY 37-latka z zimną krwią!