Wyrodny ojciec połakomił się na złoto?

2005-01-10 18:37

Ojciec rozdzielonych bliźniaczek, Janusz Kołacz (30 l.) z Janikowa (woj. kujawsko-pomorskie) twierdzi, że wyprowadzenie się z domu doradził mu... psycholog. Nie czuje się winny.

Sąsiadki twierdzą co innego: to Wiesława go wyrzuciła, bo pił i nie zajmował się dziećmi.

Kołacz pracuje w zakładzie sodowym Janikosoda w Janikowie. Przyszedł do nas w kasku, na rozmowę zwolnił się u majstra.

- Poznałem Wiesławę 2 lata temu na zabawie nad jeziorem. Zamieszkaliśmy razem bez ślubu - opowiada nam. - Gdy okazało się, że jest w ciąży z bliźniakami zagrożonymi kalectwem, oboje bardzo to przeżyliśmy.

Nie wytrzymał

- Nie mogłem poradzić sobie sam z problemem i poszedłem do psychologa - mówi. - Doradził mi, bym do czasu operacji wyprowadził się z domu. Operację i losy dziewczynek śledzi w telewizji. Nie wierzy, że Wiesława już nie chce go znać.

Koledzy go bronią: - Taki młody, a wziął sobie starszą kobietę po przejściach. Nic dziwnego, że nie wytrzymał.

Ojciec Janusza, Józef Kołacz (55 l.), też trzyma stronę syna: - Byli zgodnym małżeństwem.

W Janikowie wszyscy znają Dąbrowską. Trudno w małym miasteczku zachować anonimowość kobiecie z syjamskimi bliźniakami. Wspominają ją jednak jako osobę cichą, przygaszoną i nie opowiadającą o swoich problemach.

Pamiętają rozżalenie

Dąbrowska z konkubentem mieszkała w dwupokojowym mieszkaniu w Środowiskowym Domu Samopomocy.

Ewa Stodulska (32 l.) - szefowa kuchni - twierdzi, że oboje byli bardzo rozczarowani, że od miasta dostali tylko tyle.

- Spodziewali się, że skoro urodziły im się takie dzieci, to wszyscy powinni się nimi zająć - opowiada. - Oboje byli bardzo grzeczni, zawsze mówili "dzień dobry".

Sąsiadki też nie pamiętają awantur u rodziców bliźniaków. Ale pamiętają rozżalenie Dąbrowskiej: - Ona go wyrzuciła ze trzy miesiące temu - opowiada jedna z nich. Prosi, by nie podawać jej nazwiska. - Narzekała, że pije i nie pomaga jej przy dzieciach.

Ten człowiek nie dorósł do roli taty

Mirosława Kątna, psycholog, szefowa Komitetu Praw Dziecka:

- Odejście ojca od tej rodziny to dowód niedojrzałości. Nie dorósł do roli ojca i do roli partnera. Nie porzuca się kobiety z dzieckiem, a tym bardziej z dziećmi niepełnosprawnymi.

Mogło to wynikać z szoku, jakiego doznał. Ale to też byłby dowód na niedojrzałość. To nie jest nastolatek. Ma 28 lat i jest całkowicie - psychicznie i fizycznie - przygotowany, by być ojcem i mężem. Oczywiście, musimy dopuścić, że teraz się coś w nim obudziło . Ale radziłabym matce, by najpierw spytała psychologów, prawników - czy nie jest to zwykłe wyrachowanie. Te dzieci zyskały sławę, mają wizję lepszego, ciekawszego życia. To będzie się przekładało na ich rodzinę, także ojca. Skoro się modli o zdrowie dzieci, niech to robi raczej w czterech ścianach. Żeby się znowu nie okazało, że go rola ojca przerosła.

Nie chcę o nim więcej słyszeć!

Matka Olgi i Darii, Wiesława Dąbrowska (38 l.), była zaszokowana, gdy dowiedziała się od naszego reportera, że polskie media publikują zdjęcia biologicznego ojca dziewczynek, modlącego się o ich zdrowie. Nie mogła w to uwierzyć. Dotąd Kołacz nie interesował się losem bliźniaczek.

- Nie mam z nim nic wspólnego - wykrzyknęła. - Nie chcę o nim słyszeć! Nie biorę żadnego udziału w tej jego brudnej grze! - powtarzała ze łzami.

Pani Wiesława była tak roztrzęsiona, że nie była w stanie wziąć udziału w rijadzkim finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki