Takie pieniądze mieli wyłudzić przy okazji naszego wejścia do NATO byli już wysocy rangą oficerowie. Prokuratura postawiła zarzuty ponad 40 osobom. Bogdan Klich (49 l.), szef MON, nie chce komentować sprawy do czasu zakończenia śledztwa.
Złoty interes dla wojskowych kwitł od 1998 do 2003 roku. Nasza armia musiała po wejściu do NATO powymieniać mapy. Pieniądze płynęły szerokim strumieniem do zewnętrznych firm, ale te do pracy nad mapami zatrudniały żołnierzy. Jak wykazało śledztwo, w wyłonionych w przetargach firmach zasiadali członkowie rodzin wojskowych lub oficerowie rezerwiści. Na pośrednictwie i zawieraniu umów zarabiali kokosy. - Były zastępca dowódcy toruńskiej jednostki wojskowej zarobił nawet 400 tys. zł - mówił wczoraj płk Andrzej Haładyn z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.
W aferze mapowej śledczy oskarżyli już 17 osób; 13 z nich poddało się dobrowolnie karom od roku do sześciu lat więzienia. Jeden z wątków sprawy, w którym zarzuty postawiono 25 osobom, bada też warszawska prokuratura wojskowa. Szef MON Bogdan Klich nie chce komentować afery. - Ostatni z oficerów związanych z tą sprawą zdjął mundur w 2007 roku - uciął.