Do tragedii w domu państwa Sadelskich przy Karlov Avenue doszło 20 maja 2015 r. wieczorem. Kiedy na miejsce przyjechała policja, zastała na podłodze w piwnicy zakrwawione i zmasakrowane ciało 54-letniej Marii Sadelski. Kobieta miała z tyłu głowy dziurę powstałą od wielokrotnych uderzeń młotkiem i ciosów nożem. W domu był 26-letni wówczas syn kobiety Wojtek.
Od razu przyznał się do winy. Powiedział policji, że stracił kontrolę nad sobą i że dobrze się stało, że „ona nie żyje”. Matka nie była jego jedynym celem. Zaatakował też swojego 30-letniego brata Piotra, u którego pracował w firmie budowlanej.
Kiedy Piotr wrócił do domu, zaniepokoiły go pogaszone światła. Gdy wszedł do środka młodszy brat, rzucił się na Piotra z młotkiem i nożem, a kiedy ten rzucił się do ucieczki, Wojciech próbował go przejechać samochodem matki i wjechał autem w dom.
Jak się dowiedzieliśmy od znajomych rodziny, Wojtek miał kłopoty z narkotykami, zażywał heroinę. Sadelscy pochodzą z Maruszyny. Pani Maria pracowała w jednej z chicagowskich masarni, zaś jej mąż Jan był kierowcą ciężarówki.
Wojciech Sadelski 23 marca został skazany na 31 lat więzienia – 24 lata dostał za zabicie swojej mamy, 7 lat za próbę zabójstwa brata.