Spis treści
Słabo słyszalny sygnał z morza. Ratownicy w gotowości
Około godziny 16:30 niemieckie centrum koordynacyjne w Bremie zarejestrowało bardzo słabo słyszalny, urywany komunikat radiowy - informuje portal tag24.de. Wiadomo było jedynie, że pochodzi z rejonu Morza Bałtyckiego na wschód od Rugii. Z brzmienia komunikatu wynikało, że na pokładzie jachtu doszło do medycznego nagłego przypadku, jednak połączenie natychmiast się urwało i nie udało się go ponownie nawiązać.
Przez długie minuty nie było jasne, gdzie dokładnie znajduje się jednostka wzywająca pomocy. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy polski prom „Polonia” przechwycił kolejny, tym razem wyraźny sygnał SOS. Dzięki temu ustalono, że jacht znajduje się około 37 kilometrów na wschód od Rugii, a jego załoga pilnie potrzebuje pomocy medycznej.
Śmigłowiec nad Bałtykiem. Ratownicy walczyli z żywiołem
Po potwierdzeniu lokalizacji natychmiast powiadomiono ratowników z Sassnitz. Do akcji skierowano śmigłowiec oraz jednostki pływające, w tym okręt Marine-Boot „Bad Bevensen”, który znajdował się w pobliżu.
Jako pierwszy jacht odnalazł śmigłowiec. Jednak silny wiatr i wysoka fala uniemożliwiły ratownikom bezpośrednie opuszczenie się na pokład 7,5-metrowego jachtu. Notarzt i sanitariuszka musieli zmienić plan – zamiast na jacht, zostali spuszczeni na pokład dużego niemieckiego ratowniczego krążownika „Harro Koebke”.
Stamtąd, na mniejszej jednostce „Notarius”, ruszyli w kierunku jachtu, by dotrzeć do żeglarza, który cierpiał na chorobę morską.
Chory żeglarz uratowany
Ratownicy najpierw udzielili pomocy mężczyźnie na pokładzie jachtu, stabilizując jego stan. Następnie przewieziono go na „Notarius”, który skierował się do Sassnitz. Około godziny 20.15 pacjent został przekazany zespołowi ratownictwa medycznego na lądzie.
W tym czasie „Bad Bevensen” zabrał drugiego członka załogi jachtu, a minenjagdboot Bundeswehry rozpoczął holowanie jednostki w stronę Rugii. Po zakończeniu transportu pacjenta „Notarius” wrócił na miejsce i przejął również drugiego żeglarza, a następnie odholował jacht do portu.
Ratownicy: „Liczyła się każda minuta”
Cała akcja trwała kilka godzin i wymagała perfekcyjnej współpracy wielu służb – od polskiej załogi promu, przez niemieckich ratowników, po wojskowe jednostki operujące na Bałtyku. Dzięki szybkim reakcjom i determinacji udało się uratować dwóch żeglarzy, którzy znaleźli się w dramatycznej sytuacji daleko od lądu.