25-latek wpadł do kadzi z wrzącą cieczą. Dramatyczne nagranie trafiło do sieci
Tragiczny wypadek podczas pracy w Indiach! 21 sierpnia w stanie Maharasztra 25-letni robotnik wpadł do kadzi z wrzącym sokiem z trzciny cukrowej. Mężczyzna doznał rozległych oparzeń i trafił do szpitala. Mimo wysiłków lekarzy jego życia nie udało się uratować.
Dramatyczny wypadek zarejestrowały kamery monitoringu znajdujące się na terenie zakładu. Nagranie trafiło do sieci w niedzielę wieczorem. Jak informuje „International Business Times”, 25-latek był młodym ojcem i przyjechał do Maharasztry z Uttar Pradesh w poszukiwaniu pracy. Chciał zarobić pieniądze, które pozwoliłyby mu spłacić rodzinny dług. Na nagraniu widać, jak po wpadnięciu do wrzącej cieczy woła o pomoc, a jego współpracownicy podejmują desperacką próbę wydostania go z kadzi.
Wołał o pomoc z wnętrza kadzi. Koledzy ruszyli na ratunek
Do tragicznego wypadku doszło podczas popołudniowej zmiany. Pracownicy wykonywali wówczas swoje obowiązki przy dwóch dużych kotłach, w których gotowano sok z trzciny cukrowej. Około godz. 14.30 25-latek znajdował się tuż przy krawędzi jednej z kadzi wypełnionych wrzącą cieczą. Jak wynika z relacji świadków oraz nagrania z monitoringu, w pewnym momencie prawdopodobnie doznał zawrotów głowy, stracił równowagę i wpadł do kadzi.
Słysząc rozpaczliwe wołanie o pomoc, współpracownicy natychmiast ruszyli w kierunku 25-latka, jednak ogromna temperatura początkowo uniemożliwiała akcję ratunkową. Początkowo próbowano wyciągnąć poszkodowanego mężczyznę z kotła za pomocą przemysłowych chochli. Gdy próby te nie przyniosły rezultatu, kilku pracowników podeszło do samej kadzi i ostatecznie własnymi rękami wyciągnęło 25-latka na zewnątrz. Ciężko poparzony mężczyzna został następnie przewieziony do miejscowej placówki medycznej. Mimo udzielonej pomocy jego obrażenia okazały się śmiertelne. 25-latek zmarł w szpitalu.
Przyjechał za pracą, w domu czekała na niego rodzina. Osierocił dwumiesięcznego syna
Jak zaznacza brytyjski portal, mężczyzna pochodził z Uttar Pradesh, a do położonej na zachodzie Indii Maharasztry przyjechał w celach zarobkowych zaledwie cztery miesiące wcześniej. W rodzinnej miejscowości pozostawił najbliższych: rodziców, starszego brata, siostrę, żonę, z którą był od dwóch lat, a także dwumiesięcznego syna.