Liban w ogniu! Dramat chrześcijan i cywilów na granicy z Izraelem. Reportaż Karoliny Pajączkowskiej

2026-05-11 18:00

Wojna na Bliskim Wschodzie przybiera coraz bardziej niepokojący obrót, a Liban stał się kolejną ofiarą krwawego konfliktu. Podczas gdy światowe media skupiają się na ogólnikowych doniesieniach o „łamaniu rozejmu”, w rzeczywistości rozgrywa się tam prawdziwy dramat niewinnych ludzi. Karolina Pajączkowska dotarła do wiosek na pograniczu izraelsko-libańskim i opisała, co zobaczyła na własne oczy. Premiera reportażu w formie wideo w poniedziałek (11 maja) o godz. 18 na kanale YT Super Expressu.

"Ziemia nieobiecana". Reportaż Karoliny Pajączkowskiej

Gdy piszę ten tekst, na drodze z Bejrutu do Tyru (Sour) docierają do nas informacje o zbombardowaniu kolejnego domu. Ciała pięcioosobowej rodziny znaleziono pod gruzami w miejscowości Jebchit w dystrykcie Nabatieh. W polskich mediach pojawiają się tylko ogólne wzmianki: "Izrael łamie warunki rozejmu". Jak to możliwe, że podczas gdy całe miasteczka: Yaroun, Kawzah i Alma e shaab obracają się w perzynę, my czytamy o rozejmie? Ach, no tak. To Hezbollah, czyli muzułmanie, wiadomo... Otóż nie, wśród Libańczyków mieszkających na południu ok. 5 proc. stanowią maroniccy chrześcijanie.

Ich domy i kościoły również są bombardowane, tak jak klasztor i szkoła we wspomnianym Yaroun. Ostatnio szerokim echem na świecie odbiło się zdjęcie izraelskiego żołnierza rozbijającego głowę posągu Chrystusa w miasteczku Debel. Izrael przeprosił i winą za ten "incydent" obarczył dwóch żołnierzy. Za karę zwolniono ich ze służby...

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

Reprezentant Kongregacji Misjonarzy Maronickich ks. Jean Junes opisuje sytuacje w Debel, Rmeich i Ein Ebel.

"Nasi ludzie zostali otoczeni przez izraelskich żołnierzy, bo odmówili opuszczenia wioski. Żeby zdobyć jedzenie muszą zwrócić się o pozwolenie. Łącznie to 1700 osób: dzieci, dorośli i starsi. Całe rodziny, które mieszkają w domach na starym mieście. Ci, którzy żyli poza tym terenem, wyjechali albo Bejrutu albo do Rmeich, innej dużej miejscowości chrześcijańskiej".

Ojciec Jean pokazuje mi nagranie z wioski. Na nim odpowiedzialni za tę miejscowość włoscy żołnierze ONZ zdejmują zbezczeszczony posąg Chrystusa i instalują nowy. Symbol, który ma dać nadzieję. Jest ona potrzebna, bo giną niewinni cywile:

"Straciliśmy dwóch ludzi: Gorga i Eliaha. Ten pierwszy to ojciec, drugi syn. Zostali zastrzeleni przez izraelskiego żołnierza. Mieli pralnię, w której prali mundury żołnierzy ONZ: Polaków i Irlandczyków. Codziennie jeździli do bazy odbierać rzeczy. Gdy w połowie kwietnia wracali do swojej wioski Debel trafili na patrol izraelskich żołnierzy. Po kilku minutach w okolicy rozległy się wystrzały. Ich ciała odnaleźli sąsiedzi”. 

Nikt nie wie dlaczego ich zabito. Nie współpracowali z Hezbollahem. 

Gdy opowiada tę historię, do jego oczu napływają łzy. Ojciec Jean wspomina dwóch mężczyzn jako swoich oddanych wiernych. Dziś chce za wszelką cenę uratować innych, sytuacja nie jest bowiem stabilna.

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

Najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest ucieczka. Centra uchodźcze w większych miastach, takich jak Sydon, przyjmują wszystkich. Nikt tu nie patrzy, czy nosisz nikab, czy krzyż ze św. Szarbelem. Pomoc dostanie każdy. Ludność szyicka do tego stopnia zawiodła się na swoich hierarchach, że w mediach społecznościowych otwarcie ich krytykuje.

Nuncjatura apostolska w asyście żołnierzy UNIFILU, w tym Polaków, wysyła im konwoje z żywnością, dostarcza zaopatrzenie medyczne i środki niezbędne do przeżycia. Nasz informator opowiada o kulisach dostarczenia ciężarówki z mięsem. Dla setek mieszkańców była to pierwsza od tygodnia szansa na pełnowartościowy posiłek. Informator z nuncjatury nie pozwolił nam upublicznić swoich danych. Nawet Watykan wie, że za wyjawienie prawdy o działaniach Izraela rząd Likudu zablokuje drogę dla podobnych transportów w przyszłości.

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

Dziś na obszarach zwanych czerwonymi liniami, wszystko jest ściśle monitorowane, a każdy traktowany jak potencjalny wróg. W praktyce dla cywilów oznacza to jedno - informacje o planowanych nalotach pojawiają się na whatsupowym kanale 961 News, a po kilkunastu minutach, do godziny spada deszcz pocisków.

Izrael cały czas utrzymuje, że celuje w pozycje bojówkarzy, ale nie tylko w Libanie nikt w to nie wierzy. Sama przekonałam się jakie żniwo zbierają drony, a rolnicy z południa mogą poruszać się wyłącznie po wyznaczonym terenie. Nikt nie może przekroczyć podyktowanych przez izraelskich żołnierzy granic, nawet jeśli oznacza to poruszanie się po własnej ziemi. 

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

DZIENNIKARZE? JACY DZIENNIKARZE?

Relacjonowanie wydarzeń utrudnia zakaz wjazdu do strefy działań wojennych dla mediów. Tydzień temu dwie libańskie dziennikarki nielegalnie przedarły się przez check-point IDF w jednej z ciężarówek z wolontariuszami. Gdy izraelski dron je namierzył, wojsko zaatakowało pojazd jadący przed nimi. Przerażone schowały się w jednym z pobliskich domów. Chwilę później i nad niego przyleciały pociski. Amal Chalil zginęła na miejscu, Zejnab Faradż czekała na medyków pod gruzami. Po ich przybyciu zrzucono granaty hukowe.

"Izrael celowo atakuje dziennikarzy, by ukryć prawdę o swoich zbrodniach przeciwko Libanowi" przekazał w komunikacie prezydent kraju Joseph Aoun. Wspomniany wcześniej przedstawiciel nuncjatury mówi wprost: "nie próbujcie narażać innych na niebezpieczeństwo. Nikt więcej nie zaryzykuje życia dla dziennikarzy, potrzeby żyjących w oblężeniu są ważniejsze".

Zarówno Amal, jak i jej koleżanka pracowały dla powiązanego z Hezbollahem dziennika. Do tematu samej "partii Boga" (jak w tłumaczeniu brzmi nazwa powszechnie uznanej przez zachód za "organizację terrorystyczną" struktury wojskowo-politycznej) wrócę jeszcze nieco później. Tutaj nikt bowiem ekstremistami ich nie nazywa. Dla Libańczyków to po prostu "ruch oporu", który stwarza pewne problemy, zwłaszcza dla rządu w Bejrucie, który nie kontroluje ich działań. 

Na ulicach stolicy widzę plakaty z wizerunkiem Josepha Aouna -prezydenta Libanu w kipie na głowie i gwiazdą Dawida za plecami. Dla  Libańczyków, zwłaszcza szyitów, zdradził on kraj zasiadając z oprawcą do stołu negocjacyjnego w Waszyngtonie. Wojsko libańskie, od lat w kryzysie, jest za słabe, żeby stawić opór, a do strefy działań wojennych docierają bojownicy z regionu. Większość moich rozmówców nadzieje pokłada już tylko w Hezbollahu.      

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

Wzdłuż całego wybrzeża Morza Śródziemnego rozciągają się kurorty. Po niektórych hotelach widać, że czasy świetności mają już za sobą. Starożytne miasto Byblos, ze swoimi gęsto zabudowanymi kamiennymi budynkami sprawia, że człowiek zapomina o wojnie. Zresztą, mój lokalny przewodnik 40-letni Khalil na pytanie „Jak wygląda dziś sytuacja w Libanie” gorączkowo prosi:

„Powiedz w Polsce, że tutaj nie ma wojny. To tylko konflikt przy granicy. Możesz przyjechać nawet ze swoim synem. Zobaczysz nic wam nie grozi”.   Khalil, jak wielu jego rówieśników, urodził się w trakcie wojny domowej. Dla niego odgłosy wybuchów, niedobory prądu czy trudne warunki życia to wspomnienie dzieciństwa. To obrazek z przeszłości, gdy mama kroiła jabłko rozdzielając je pomiędzy rodzinę, sama jedząc obierki. W Polsce był wiele razy; współpracuje z biurami podróży, organizuje wycieczki objazdowe. Właśnie dowiedział się, że grupa umówiona na majowy turnus przełożyła przyjazd na listopad.   

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

To, że turystyka zamarła już po 7 października 2023 r., powtarzają tu wszyscy. Hotele opustoszały, dziś częściej przyjmują wysiedlonych w południa w ramach pomocy niż tłumy przyjezdnych. Powtarza cały czas: "We want peace". Dokładnie te same słowa powtarza Nicole. To 55-letnia nauczycielka z jednej ze szkół podstawowych przyjmującej uchodźców. Według niej dzisiejsze realia różnią się od tych sprzed dekad. Każdy z nas zna Liban jako "kraj pogrążony w ciągłym kryzysie", gdzie w 2019 r. upadł bank centralny, a w 2020 r. potężny wybuch w porcie zmiótł część Bejrutu z powierzchni ziemi.  „To nie jest tak, jak było tu podczas wojny domowej (1975-1990). Wtedy każdy miał coś na sumieniu, nawet my - maroniccy chrześcijanie. Dzisiaj to kraje zewnętrzne manipulują mniejszościami dla swoich własnych korzyści. Destabilizują ten kraj politycznie". 

Cała rodzina Nicole uciekła do Europy. Jedna siostra w Szwecji, druga w Wielkiej Brytanii. Tylko ona została. 

"To jest mój sprzeciw. Nie wyjadę, nie poddam się. Będę walczyć, aby ten kraj powstał na nowo".

Relacja z Libanu

i

Autor: Karolina Pajączkowska

Po czym dodaje, jak wygląda tu życie. Transport publiczny, z kilkoma wyjątkami, nie istnieje od kilkunastu lat. Kolej zamknięto w 1994 r. Rok szkoły podstawowej dla jednego dziecka to wydatek między 1200 a 2500 dolarów, bo szkół państwowych praktycznie nie ma lub dziś zamieniono je na centra dla uchodźców.

Najbiedniejsi udają się do kościoła po wsparcie, bądź do przeróżnych NGOsów po stypendium. W dniu gdy rozmawiamy, kilkoro dzieci-uchodźców dostało szansę na naukę za sprawą polskiego oddziału Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Pieniądze na ręce dyrektorki osobiście przekazał ks. Jan Żelazny. Potrzeby zwykłych ludzi są tutaj praktycznie nieograniczone. 

Relacja z Libanu

i

Autor: Hussein Malla/ Associated Press

Premiera reportażu w formie wideo w poniedziałek (11 maja) o godz. 18 na kanale YT Super Expressu.

Sonda
Śledzisz sytuację na Bliskim Wschodzie?
2026_05_08_Ziemia nie obiecana Karolina Pajączkowska

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki